Mieszkańcy gminy Olszanka stanęli do walki o krajobraz i spokój swoich domostw. Na terenie tej niewielkiej mazowieckiej gminy mogą stanąć turbiny wiatrowe, jakich w głębi lądu w Polsce jeszcze nie widziano. Inwestorzy planują budowę masztów o wysokości 260 metrów – to parametry, które dotychczas rezerwowano wyłącznie dla farm budowanych na otwartym Morzu Bałtyckim.
Ludzie mówią „dość”, bojąc się degradacji przyrody i szkodliwego wpływu infradźwięków, a samorząd oddaje głos lokalnej społeczności w decydujących konsultacjach.
Bałtyckie olbrzymy na mazowieckich polach
Skala planowanej inwestycji poraża. Według alarmujących doniesień mieszkańców, na terenie gminy Olszanka może stanąć nawet 40 gigantycznych turbin. Każda z nich, mierząc 260 metrów, przewyższałaby najwyższe konstrukcje lądowe w kraju. Dla porównania, to wysokość zbliżona do warszawskich wieżowców, tyle że umiejscowiona w rolniczym, cichym krajobrazie.
Budowaliśmy tu domy z przekonaniem, że nie będą nam stawiać takich potworów. Chcemy spokoju, przyrody i ciszy, a nie wiecznego warczenia tych nurządzeń
– podkreśla w rozmowie z Portalem Mazowieckim pani Annn, jedna z mieszkanek zaangażowanych w protest.
Obawy społeczności nie są bezpodstawne. Sąsiednia gmina Huszlew już posiada farmy wiatrowe, a mieszkańcy Olszanki twierdzą, że skutki ich funkcjonowania odczuwają na własnej skórze.
Mieszkańcy zwracają uwagę na problem infradźwięków, które mają negatywnie wpływać na samopoczucie ludzi mieszkających w bezpośrednim sąsiedztwie rotujących łopat. Strach przed „obstawieniem wiatrakami dookoła” zjednoczył lokalną społeczność, która od czerwca ubiegłego roku głośno domaga się zablokowania planów trzech potężnych firm energetycznych.
Samorząd w kleszczach: Inwestycje kontra mieszkańcy
Wójt gminy Olszanka, Dariusz Wojtczuk, przyznaje, że presja ze strony inwestorów jest ogromna. Trzy podmioty są poważnie zainteresowane postawieniem kilkudziesięciu turbin, co dla budżetu gminy mogłoby oznaczać potężne wpływy z podatków. Jednak włodarz deklaruje, że to głos mieszkańców będzie dla niego fundamentalny.
Wyniki ankiet zdecydują o przyszłości naszej gminy
– zapowiada wójt, podkreślając, że samorząd nie podejmie kroków wbrew woli większości.
Sprawa jest pilna, ponieważ decyzje podjęte podczas trwających właśnie konsultacji będą miały bezpośredni wpływ na tzw. Plan Ogólny, który gmina zgodnie z przepisami, musi uchwalić do końca czerwca 2026 roku. Jeśli mieszkańcy wyrażą kategoryczny sprzeciw, inwestorzy mogą stracić szansę na realizację swoich planów w tej lokalizacji.
Ostatnia prosta konsultacji
Ankiety konsultacyjne trafiły już do skrzynek pocztowych wszystkich mieszkańców gminy. Mechanizm zbierania głosów jest uproszczony do maksimum: wypełnione karty można wrzucić do urny w urzędzie lub poczekać na pracownika gminy, który odbierze je bezpośrednio z domu. Czasu na podjęcie decyzji nie zostało wiele – konsultacje trwają tylko do 27 marca.
Dla wielu mieszkańców to ostatni moment, by wpłynąć na to, czy za ich oknami zamiast łanów zbóż i lasów wyrosną stalowe giganty, które na zawsze zmienią charakter tej części Mazowsza. Wynik tego starcia będzie bacznie obserwowany przez inne polskie gminy, które coraz częściej stają przed podobnym dylematem: nowoczesna energetyka czy ochrona lokalnego krajobrazu.
Piotr Gebert
