Warszawa spowiła się w niedzielę całunem dymu. W hali wypełnionej sprasowaną makulaturą przy ulicy Zabranieckiej 5 wybuchł ogromny pożar, który w mgnieniu oka objął 70 procent powierzchni obiektu. Strażacy musieli użyć ciężkiego sprzętu, by „rozszarpać” płonące bele papieru.
Pożar okazał się wyjątkowo podstępny. Hala o wymiarach 25 na 50 metrów była wypełniona sprasowaną i ofoliowaną makulaturą. Taki materiał to koszmar dla ratowników: woda spływa po wierzchu beli, podczas gdy w środku ogień trawi papier w temperaturze setek stopni.
Aby zdusić żywioł, strażacy musieli sprowadzić na miejsce koparki-chwytaki. Ciężki sprzęt rozrywał dymiące pryzmy, a ratownicy sekunda po sekundzie przelewali każdą warstwę wodą.
Potężna mobilizacja: Chemicy i Grupa Operacyjna Miasta
Skala zdarzenia była tak duża, że na miejsce skierowano aż 17 zastępów straży pożarnej. Do akcji wkroczyła m.in. Specjalistyczna Grupa Ratownictwa Chemiczno-Ekologicznego z JRG 6 monitorująca, czy toksyczny dym nie zagraża zdrowiu warszawiaków, a także wielka cysterna z JRG 17, zapewniająca ciągłość podawania wody.
Mimo groźnie wyglądających kłębów dymu widocznych z odległych dzielnic, strażacy uspokajają: monitoring powietrza nie wykazał przekroczenia norm, a brak sąsiedniej zabudowy sprawił, że ewakuacja mieszkańców nie była konieczna.
Cud na Targówku: Nikt nie ucierpiał
Najważniejszą informacją po kilku godzinach walki był brak ofiar. Nikt nie odniósł obrażeń, ani pracownicy terenu złomowiska, ani interweniujący strażacy.
Obecnie trwa żmudne dogaszanie nagromadzonego materiału. To proces długotrwały, wymagający precyzyjnego sprawdzenia każdego fragmentu
– poinformował nasz portal st. asp. Krzysztof Kosecki z warszawskiej straży pożarnej.
Co było przyczyną?
Ulica Zabraniecka wciąż jest częściowo zablokowana przez wozy bojowe, a dogaszanie może potrwać do późnych godzin wieczornych. Dopiero gdy ostatnie zarzewie ognia zostanie stłumione, do akcji wkroczą biegli z zakresu pożarnictwa. Czy to był nieszczęśliwy wypadek, czy celowe podpalenie? Na to pytanie odpowiedzą śledczy w najbliższych dniach.
Piotr Gebert
