To koniec wolności słowa czy sprawiedliwy wyrok? Dariusz W., jedna z najbardziej wyrazistych postaci radomskiej polityki, usłyszał wyrok, który pobudza do myślenia w zakresie swobody wypowiedzi. Sąd uznał go za winnego nawoływania do nienawiści, bo radny w radiowym wywiadzie palnął o „bombardowaniu Niemiec co 50 lat”.
Choć polityk zasłaniał się Winstonem Churchillem, który w przeszłości wypowiedział takie słowa, sędzia była nieubłagana i uznała, że to mowa nienawiści, a nie historia.
Radny wpadł przez własny, niewyparzony język. W ferworze politycznej debaty o Unii Europejskiej przywołał rzekomy cytat o cyklicznych nalotach na naszych sąsiadów. Sąd Rejonowy w Radomiu uznał, że te słowa przekroczyły granice debaty.
Sąd obnażył kłamstwo: Churchill tego nie powiedział!
Dariusz W. próbował ratować się autorytetem wielkiego Brytyjczyka, ale biegli historycy zmiażdżyli tę linię obrony.
Winston Churchill nigdy nie wypowiedział takich słów. Sędzia Aneta Rowińska-Zawada w uzasadnieniu podkreśliła, że radny celowo manipulował historią, by wzbudzić skrajne emocje. Zdaniem sądu, sugestie o przemocy wobec całego narodu to nie „ostra retoryka”, a niebezpieczne podżeganie do wrogości.
Inna sprawa, czy sąd ma prawo zajmować się tego typu sprawami i czy nie jest to ingerencja w konstytucyjne prawo wolności słowa.
Słona kara za „retoryczny popis”
Polityk, który do niedawna trząsł radomską Radą Miejską, teraz musi głęboko sięgnąć do kieszeni. Sąd wymierzył mu grzywnę w wysokości 10 tysięcy złotych, a wraz z kosztami sądowymi Dariusz W. ma do zapłacenia ponad 22 tysiące złotych.
Wyrok nie jest prawomocny, a obrona już zapowiada walkę w apelacji. Sam radny idzie w zaparte i twierdzi, że krytykował „establishment”, a nie zwykłych ludzi, i że cała sprawa ma charakter polityczny.
Kneblowanie ust czy walka z agresją?
Sprawa Dariusza W. otwiera puszkę Pandory. Gdzie kończy się prawo do ostrej opinii, a zaczyna przestępstwo? Dziś skazują radnego za niefortunny żart o bombardowaniu, jutro pod lupę może trafić każdy, kto nie wpisuje się w ramy „poprawności”.
Piotr Zych
