Rutynowy lot, zakończył się tragedią i niemal w miejscu, gdzie ma powstać CPK. Na lądowisku w Baranowie pod Grodziskiem Mazowieckim doszło do tragicznego w skutkach wypadku. Lekki statek powietrzny nagle runął na ziemię, a po chwili został całkowicie pochłonięty przez ogień.
Dwie osoby podróżujące maszyną mogą mówić o ogromnym szczęściu, bo choć zostały ranne, zdołały opuścić wrak o własnych siłach.
Maszyna w ogniu
Zgłoszenie o katastrofie wpłynęło do służb ratunkowych punktualnie po południu. Na ulicę Okopową w Baranowie natychmiast skierowano pięć zastępów straży pożarnej. Widok, który zastali ratownicy, był przerażający, na ziemi leżał wiatrakowiec objęty płomieniami.
Młodszy aspirant Rafał Łyszkowski z grodziskiej straży pożarnej powiedział Portalowi Mazowieckiemu, że strażacy musieli natychmiast podjąć akcję gaśniczą, by opanować żywioł trawiący pozostałości maszyny. Konstrukcja wiatrakowca, przypominająca niewielki śmigłowiec, praktycznie przestała istnieć.
Cud pod Grodziskiem. Przeżyli upadek z nieba
W tak dramatycznych okolicznościach najważniejsze było życie załogi. Na szczęście obie osoby, które znajdowały się na pokładzie, zdołały wydostać się z maszyny jeszcze przed przyjazdem strażaków.
Obie osoby były przytomne w momencie przyjazdu służb. Ranni trafili pod opiekę ratowników medycznych, a następnie zostali pilnie przewiezieni do szpitala.
Dlaczego spadli? Śledczy na miejscu katastrofy
Gdy ogień został ugaszony, miejsce zdarzenia zamieniło się w pole pracy techników kryminalistyki oraz ekspertów od wypadków lotniczych m.in. Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych.
Komisja stanie przed trudnym zadaniem ustalenia, co zawiodło: błąd pilota, nagłe załamanie pogody czy może usterka techniczna maszyny. Wiatrakowce uchodzą za bezpieczne statki powietrzne ze względu na zdolność do autorotacji, dlatego każdy taki incydent musi zostać dokładnie przeanalizowany.
Piotr Zych
