Radom znowu na ustach całej Polski, ale tym razem nie za sprawą lotniska. Miasto właśnie przetestowało cierpliwość ekologów i logikę mieszkańców, sadząc drzewa… bezpośrednio pod betonową konstrukcją wiaduktu. Bez słońca, bez naturalnego deszczu, za to z wielką nadzieją drogowców, że „jakoś to będzie”.
Czy radomskie klony opanowały umiejętność fotosyntezy z betonu, czy właśnie wyrzucono tysiące złotych w błoto? Takie rzeczy nie przynoszą miastu sławy, raczej obciach.
Klony w więzieniu z betonu
Koncepcja zagospodarowania terenu przy nowym przystanku Radom Wschodni miała być nowoczesna, a stała się pośmiewiskiem. Organizacja „ZaDrzew ZaKrzew” natychmiast wyłapała absurd: jak drzewo ma rozwinąć koronę, skoro nad głową ma tysiące ton zbrojonego betonu? Rośliny wylądowały w tzw. cieniu opadowym, co w praktyce oznacza, że bez stałej kroplówki od człowieka po prostu uschną na pieprz.
Ekolodzy pytają wprost, dlaczego zieleni nie przesunięto o kilka metrów dalej, pod gołe niebo. Tam drzewa miałyby wodę i światło za darmo, zamiast być skazanym na kosztowne, sztuczne nawadnianie, które w dobie oszczędności może w każdej chwili zostać zakręcone.
Drogowcy idą w zaparte „To specjalna odmiana”
Miejski Zarząd Dróg i Komunikacji w Radomiu ma jednak swoją teorię. Rzecznik Łukasz Kościelniak tłumaczy, że pod wiaduktem posadzono 10 sztuk klonu pospolitego odmiany kulistej. Wybór nie był przypadkowy – drzewa te mają rosnąć maksymalnie do czterech metrów, więc teoretycznie nie uderzą głową w sufit wiaduktu, który znajduje się dwa metry wyżej. Koszt? 12 tysięcy złotych za same drzewa i kolejne 25 tysięcy za krzewy, takie jak laurowiśnie czy hortensje.
Choć rzecznik zapewnia, że system nawadniania wystarczy, by rośliny funkcjonowały, rzeczywistość już weryfikuje te plany. Część krzewów pod wiaduktem zwyczajnie uschła, zanim inwestycja została na dobre odebrana. Drogowcy uspokajają jednak, że wykonawca ma trzyletnią gwarancję i będzie wymieniać martwe rośliny na nowe. Pytanie tylko, ile razy można wymieniać zieleń w miejscu, które ewidentnie jej nie sprzyja?
Światłowód ważniejszy od biologii
Dlaczego w ogóle zdecydowano się na tak karkołomną lokalizację? Wyjaśnienie MZDiK jest prozaiczne: tam, gdzie świeci słońce, pod ziemią biegnie instalacja światłowodowa. Korzenie drzew mogłyby ją uszkodzić, więc klony „zesłano” pod wiadukt. Co ciekawe, projekt przygotowali pracownicy naukowi Wydziału Sztuki Uniwersytetu Radomskiego, marząc o miejscu rekreacji i galerii dla młodych artystów.
Drogowcy, widząc falę krytyki, zaczynają powoli uderzać w łagodniejsze tony. Choć oficjalnie twierdzą, że wszystko jest w porządku, nie wykluczają „korekt”. Skwer nie został jeszcze formalnie odebrany, a MZDiK deklaruje, że będzie obserwować, jak rośliny radzą sobie w betonowym cieniu. Czy czeka nas spektakularna przeprowadzka klonów, czy Radom zostanie światowym pionierem w hodowaniu lasu pod dachem?
Piotr Zych
