Potężny pożar wybuchł w środę na terenie budowy w warszawskiej Białołęce. Nad okolicą unosiły się kłęby czarnego dymu, a z placu dochodziły odgłosy eksplozji. W najwyższym punkcie konstrukcji uwięziony został operator żurawia – jego ewakuacja była jednym z najtrudniejszych momentów akcji ratunkowej.
Do zdarzenia doszło w rejonie ulicy Portowej w godzinach popołudniowych. Ogień bardzo szybko objął część powstającego budynku mieszkalnego. Sytuacja rozwijała się dynamicznie, a świadkowie mówili o gęstym, duszącym dymie, który niemal całkowicie zasłonił plac budowy.
Jak przyjechałem, to dopiero zaczął się palić. To był czarny, bardzo duży dym – aż nie było widać miejsca, w którym siedzi operator dźwigu
– relacjonował Portalowi Mazowieckiemu jeden z obserwatorów.
Uwięziony operator na wysokości
Najbardziej dramatyczne sceny rozgrywały się wysoko nad ziemią. W kabinie żurawia wieżowego znajdował się operator, który nie miał możliwości samodzielnego opuszczenia stanowiska.
Świadkowie widzieli, że mężczyzna żyje, ale jego sytuacja była bardzo trudna.
On tam jest, nic mu się nie stało, bo widać, że się porusza, ale na pewno jest zadymiony i słabo z nim
– mówił nam jeden z nich w trakcie akcji.
Strażacy dotarli do uwięzionego pracownika przy użyciu specjalistycznych podnośników. Po ewakuacji natychmiast podano mu tlen i przekazano zespołowi medycznemu.
Jak poinformowała młodsza kapitan Karolina Jaworska, rzeczniczka mazowieckiej straży pożarnej, operator „wyszedł z kabiny o własnych siłach, był osłabiony i miał lekkie oparzenia dłoni, dlatego został przewieziony do szpitala”.
Eksplozje na placu budowy
Akcja gaśnicza była dodatkowo utrudniona przez wybuchy, które dochodziły z terenu budowy. Według relacji świadków ogień mógł rozpocząć się w dolnych partiach obiektu, gdzie znajdowały się butle z gazem.
Ogień zaczął się na dole, wybuchły butle. To świeżo budowany blok, było tam ich dużo. Najpierw pojawił się dym, a potem wybuchy – bardzo dużo butli eksplodowało
– opisywał mężczyzna obecny na miejscu.
Ze względów bezpieczeństwa natychmiast ewakuowano pracowników. Łącznie teren opuściło dwudziestu robotników oraz dwie osoby przebywające w sąsiednim obiekcie.
Strażacy opanowali sytuację
Do akcji skierowano dziewięć zastępów straży pożarnej. Po godzinie piętnastej służby poinformowały o zlokalizowaniu głównego źródła ognia i przejściu do dogaszania.
Choć sytuacja została opanowana, skala zdarzenia i jego przebieg pokazują, jak niebezpieczne mogą być pożary na placach budowy – szczególnie tam, gdzie znajdują się materiały łatwopalne i instalacje gazowe.
Marta Grasegger
