Pamiętacie te czasy, gdy każdy dzik był na wagę złota, bo strzelał do niego „zły PiS”? Wtedy Rafał Trzaskowski rzucał się Rejtanem przed każdą lochą, a media grzały temat „rzezi niewiniątek”. Ale wiatr historii powiał w inną stronę. Dziś rządzą w Polsce „nasi”, więc warszawskie dziki nagle przestały być uchodźcami z lasu, a stały się groźnymi intruzami z placów zabaw.
Tym samym, w Warszawie ich los jest raczej przesądzony, bo Rafał Trzaskowski nie będzie miał dużych problemów, aby uzyskać odpowiednie zgody na odstrzał.
Wczoraj aborcja, dziś „prawa dziczych matek”
Pod ratuszem pojawił się barwny korowód protestujących. Najciekawiej zrobiło się, gdy do mikrofonów dorwały się osoby, które jeszcze parę miesięcy temu na czarnych marszach darły się wniebogłosy o „wolnym wyborze” i braku empatii dla płodów. Dziś te same twarze, ze łzami w oczach, broniły „dziczych matek z dziećmi”.
Wygląda na to, że w hierarchii warszawskiego salonu locha z Bemowa ma większe prawo do ochrony macierzyństwa niż człowiek przed narodzeniem. Transparenty o „rzezi” i „mordowaniu” latały w powietrzu, ale hipokryzja wylewała jeszcze bardziej.
„Nie trzaskać dzików!”
Hasła na protestach to oddzielna kategoria komedii.
„Trzaskowski dosyć tej beztroski” czy „Dzik jest dobry, ratusz zły„
– to brzmi jak rymowanki z przedszkola, tyle że dorośli ludzie krzyczeli je z pełną powagą.
Co więcej, protestujący wytykają ratuszowi, że szef Lasów Miejskich to… myśliwy! No niesłychane! To tak, jakby mieć pretensje do chirurga, że umie używać skalpela. Ale w Warszawie pod rządami Rafała Trzaskowskiego wszystko musi być ideologicznie czyste, dopóki nie trzeba posprzątać po 3 tysiącach dzików ryjących w trawnikach za miliony.
Edukacja po warszawsku: Nie karm, bo zabiją
Ratusz od lat prowadzi „akcje edukacyjne”, ale jak widać – z marnym skutkiem. Skoro warszawiacy dokarmiają dziki jak gołębie na krakowskim rynku, to teraz mają „dzikie safari” pod oknami. Prezydent Trzaskowski obiecuje teraz „humanitarne uśmiercanie” – czyli takie, żeby sąsiedzi nie widzieli.
Wydałem decyzję, by uśmiercanie nie odbywało się na oczach mieszkańców
– uspokaja prezydent.
Czyli… mordujemy dalej, ale po cichu, za parawanem, żeby nikomu latte nie stanęła w gardle od widoku padającej lochy. Europejsko? Oczywiście!
Marta Grasegger
