Mieszkańcy słynnego osiedla Bliska Wola po 1500 dniach niepewności wreszcie usłyszeli upragnione: „zapraszamy do notariusza”. Deweloper J.W. Construction ogłosił rozpoczęcie podpisywania aktów notarialnych, kończąc wieloletni impas, który uwięził w prawnym czyśćcu około 1,5 tysiąca osób. To kapitulacja urzędników czy brawurowe zagranie dewelopera?
„Życie Warszawy” ujawniło kulisy rozwiązania, które ma zakończyć najgłośniejszy spór budowlany w stolicy.
Cztery lata w zawieszeniu. O co poszło?
Budowa kompleksu Bliska Wola Tower zakończyła się w 2022 roku, ale dla nabywców był to początek drogi przez mękę. Stołeczny Ratusz przez blisko cztery lata blokował wydawanie dokumentów, kwestionując charakter inwestycji.
Kością niezgody stało się 157 apartamentów inwestycyjnych. Deweloper budował je jako obiekt hotelowy, urzędnicy uznali jednak, że to próba obejścia przepisów i odmówili uznania ich samodzielności. Efekt był mało przyjemny dla najemców! 1,5 tysiąca osób posiadało klucze, ale nie posiadało prawa własności do swoich nieruchomości.
Deweloper idzie na skróty: „Interes klienta nad sądy”
Zamiast czekać kolejne lata na wyroki, J.W. Construction postawiło na autorskie rozwiązanie prawne. We współpracy z topowymi kancelariami i notariuszami wypracowano treść umów, która pozwala ominąć urzędniczą blokadę dla większości lokali.
Zdecydowaliśmy się na wypracowanie specjalnego rozwiązania prawnego. Dalsza walka w sądach, choć uzasadniona, zbyt mocno obciążałaby nabywców
– tłumaczy zarząd firmy.
To jednak nie oznacza białej flagi. Spółka wytoczyła miastu proces o gigantyczne odszkodowanie za straty wynikające z dotychczasowej blokady. Deweloper podkreśla, że sądy administracyjne już wcześniej przyznawały mu rację, co stawia urzędników w trudnym położeniu procesowym.
Dramat 157 lokali trwa
Mimo ogólnego przełomu, szampana nie otworzy jeszcze 157 nabywców tzw. lokali hotelowych. Dla nich Biuro Architektury i Planowania Przestrzennego wciąż nie wydało wymaganych zaświadczeń.
Zarząd J.W. Construction bije się w pierś.
Po raz pierwszy w historii firmy nie możemy wywiązać się z umów ze wszystkimi klientami jednocześnie. Wyrażamy głębokie ubolewanie z tego powodu
– wyjaśnia.
Dla tych osób deweloper przygotowuje osobne „ścieżki awaryjne”, które mają zminimalizować uciążliwości wynikające z trwającego sporu z miastem.
Czy to koniec epoki „Hongkongu”?
Decyzja o podpisywaniu aktów to sygnał dla całego rynku nieruchomości: urzędniczy upór ma swoje granice, a deweloperzy uczą się wygrywać w gąszczu przepisów. Dla mieszkańców Bliskiej Woli to jednak przede wszystkim koniec strachu o życiowy dorobek.
Marta Grasegger
