To może być przełom w walce o siedem warszawskich przedszkoli, które miasto zamierza zlikwidować. Wicemarszałkini Senatu Magdalena Biejat ogłosiła, że dysponuje oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Edukacji Narodowej, które potwierdza: wstrzymanie rekrutacji w tych placówkach było nielegalne.
To nie jest mój wymysł
– powiedziała polityczka dzisiaj w regionalnej telewizji i żądała wyciągnięcia konsekwencji od osób odpowiedzialnych za tą sytuację w Warszawie.
Rekrutacja, której nie ma
Spór dotyczy siedmiu przedszkoli, głównie w Śródmieściu, na Mokotowie i Ochocie. Choć radni podjęli w styczniu jedynie uchwałę o zamiarze ich likwidacji, miasto de facto już zaczęło je wygaszać, nie umieszczając ich na listach naboru na nowy rok szkolny.
Według Magdaleny Biejat, takie działanie to rażące naruszenie przepisów.
Mam czarno na białym napisane w piśmie z MEN, że Ratusz złamał prawo
– mówiła wicemarszałkini w programie „Zawsze na Temat”. Z dokumentu wynika, że dopóki placówka formalnie istnieje, dyrektorzy mają ustawowy obowiązek przeprowadzenia procedury naboru.
Kaznowska pod ostrzałem
Główną adresatką oskarżeń jest wiceprezydent Warszawy, Renata Kaznowska. Biejat uważa, że to ona powinna odpowiedzieć na zarzuty płynące z ministerstwa.
Pani prezydent Kaznowska powinna zostać pociągnięta do odpowiedzialności. Przekonywano nas, że uchwała o zamiarze likwidacji pozwoli na rzetelne analizy i konsultacje. Oczywiście żadne z nich się nie odbyły
– wylicza Biejat.
Niż demograficzny czy brak wizji?
Władze Warszawy od początku bronią swojej decyzji, podpierając się twardymi danymi demograficznymi. Według Ratusza liczba dzieci w centrum miasta drastycznie spada, a przedszkoli brakuje w dzielnicach „sypialniach”, jak Białołęka czy Wawer. Budynki po zamykanych placówkach mają służyć innym celom edukacyjnym.
Magdalena Biejat odbija te argumenty, twierdząc, że miasto chce likwidować świetnie funkcjonujące placówki, które cieszą się zaufaniem rodziców, a wszystko odbywa się „tylnymi drzwiami”, bez oglądania się na przepisy o rekrutacji.
Co dalej z warszawskimi maluchami?
Na ten moment Ratusz milczy w sprawie pism skierowanych przez wicemarszałkinię. Rodzice dzieci z zagrożonych placówek wciąż żyją w niepewności, a sprawa nabiera charakteru politycznego starcia na linii Senat – stołeczny samorząd. Jeśli zarzuty o łamaniu prawa się potwierdzą, miasto może zostać zmuszone do przywrócenia naboru w trybie natychmiastowym.
Marek Piotrowski
