Warszawski plac Powstańców miał stać się symbolem nowoczesności, a stał się areną komunikacyjnego absurdu. Pod ziemią czekają setki luksusowych miejsc postojowych, podczas gdy na powierzchni kierowcy toczą desperacką walkę o każdy centymetr asfaltu. Powód jest prozaiczny – ceny, które zwalają z nóg.
Nie bez znaczenia jest też to, że w ekspresowym tempie i bardzo konsekwentnie, likwidowane są darmowe alternatywy. Wielu pyta, czy „Nowe Centrum Warszawy” to projekt dla mieszkańców, czy tylko dla portfela prywatnego operatora?
Metamorfoza kosztem kierowców
Ratusz nie zwalnia tempa w przebudowie serca stolicy. Tam, gdzie jeszcze niedawno pod Domem pod Orłami parkowało 200 aut, dziś rosną drzewa. Urzędnicy przekonują, że to zmiana charakteru miasta na bardziej przyjazny, ale statystyki są nieubłagane – warszawiacy nie zamierzają przesiadać się do metra.
Z prawie 1,3 mln zarejestrowanych aut w stolicy, na tysiąc mieszkańców przypada aż 700 pojazdów. To europejska czołówka, która nie zniknie tylko dlatego, że zamiast parkingu pojawił się trawnik.
Radni opozycji punktują, że narracja o przesiadce do komunikacji miejskiej jest przedwczesna. Dopóki Warszawa nie doczeka się pięciu linii metra, samochód pozostanie dla wielu jedynym realnym środkiem transportu, zwłaszcza w deszczowe dni. Tymczasem polityka miasta wydaje się prosta: likwidować miejsca naziemne i wypychać kierowców pod ziemię, gdzie czekają… prywatne cenniki.
800 złotych za spokój mieszkańca
Nowoczesny parking pod placem Powstańców Warszawy, wybudowany w formule partnerstwa publiczno-prywatnego, świeci pustkami. W szczycie komunikacyjnym wolnych pozostaje tam ponad 300 miejsc. Kierowcy wolą krążyć kwadransami po okolicznych uliczkach, niż płacić 7,50 zł za każdą rozpoczętą godzinę. Wybór wydaje się prosty tylko w teorii, bo dla wielu portfeli to wydatek nie do udźwignięcia.
Najgorzej mają jednak mieszkańcy okolicznych kamienic. Obietnice preferencyjnych stawek okazały się mrzonką, bo za miesięczny karnet muszą zapłacić bajońskie 800 złotych. To kwota, która dla przeciętnego warszawiaka jest zaporowa.
Ratusz, pytany o tę sytuację, nabiera wody w usta, a radni koalicji rządzącej rozkładają ręce, tłumacząc, że prywatny inwestor musi przecież zarobić.
Pierwszą petycję zrobiłem sam i zebrałem prawie 3 tysiące podpisów i zaniosłem do ZDM. Odpowiedź była taka, że 'my najpierw zbudujemy, a później zobaczymy
– wspomina z goryczą Karol Goliński z Rady Osiedla.
Czy stolica stanie w wielkim korku?
Scenariusz, przed którym ostrzegali mieszkańcy, właśnie się realizuje. Zasypywanie tunelu przy Złotej i wycinanie kolejnych zatok parkingowych w imię estetyki NCW sprawia, że centrum staje się coraz trudniej dostępne. Jeśli parkingi podziemne pozostaną luksusem dla wybranych, warszawskie Śródmieście zamiast salonem Europy, stanie się strefą wiecznego krążenia i frustracji. Czy miasto znajdzie sposób na urealnienie cen, czy puste podziemia placu Powstańców pozostaną pomnikiem nietrafionych planów?
Piotr Zych
