Mieszkańcy podlaskiej wsi Tończa w gminie Liw mobilizują się przeciwko planowanej budowie ogromnej fermy drobiu, która ma składać się z dziesięciu nowoczesnych kurników. Do lokalnego urzędu trafiło już kilkadziesiąt oficjalnych sprzeciwów, a społeczność obawia się drastycznego pogorszenia jakości życia oraz uciążliwego odoru.
Inwestor zapewnia o bezpieczeństwie technologii, jednak sąsiedzi planowanej inwestycji zapowiadają walkę w sądach i urzędach.
Gigantyczna ferma w Tończy: Strach przed przemysłową hodowlą
Tończa to dotychczas cicha i kameralna miejscowość rolnicza, licząca zaledwie kilkadziesiąt gospodarstw. Spokój mieszkańców został przerwany przez plany inwestycyjne zakładające hodowlę setek tysięcy kurcząt w bezpośrednim sąsiedztwie ich domów. Główne obawy protestujących koncentrują się wokół skali przedsięwzięcia, która według nich wykracza poza ramy tradycyjnego rolnictwa.
My nie chcemy tego u nas. Po prostu nie chcemy i będziemy walczyć do upadłego. Nie pozwolimy. Może nawet nie dla siebie, ale dla naszych dzieci
– podkreśla jedna z protestujących kobiet z która rozmawiała regionalna TVP.
Dla wielu osób stawka jest wysoka, ponieważ obawiają się trwałej zmiany charakteru okolicy i spadku wartości swoich nieruchomości.
Odór i biogazownia: Mieszkańcy mają dość „zapachowych prezentów”
Sytuacja w Tończy jest specyficzna, ponieważ w miejscowości funkcjonuje już biogazownia, która sama w sobie generuje określone uciążliwości. Kolejna duża instalacja przemysłowa jest postrzegana jako przekroczenie granicy wytrzymałości lokalnego środowiska.
Nie zgadzamy się na planowaną inwestycję ze względu na nasze zdrowie. Nasze i naszych rodzin. Z dokumentacji jasno wynika, że byłyby to bardzo duże fermy przemysłowe.
– zaznacza pani Paulina, jedna z mieszkanek,
Argumenty o skażeniu powietrza i wód gruntowych dominują w rozmowach pod urzędem gminy. Pani Małgorzata dodaje z goryczą: – Nie dosyć, że jest biogazownia, to jeszcze chcą nam sponsorować zapachy z kurnika. Niech ten inwestor koło siebie postawi i niech on oddycha tym świeżym powietrzem.
Inwestor zapewnia: Przepisy w Polsce są najsurowsze na świecie
Właściciel planowanej inwestycji, Jarosław Górski, ze spokojem podchodzi do zarzutów społeczności. Jego zdaniem obawy są wyolbrzymione, a nowoczesne technologie pozwalają na neutralizację negatywnego wpływu na otoczenie. Inwestor kładzie nacisk na surowość polskich norm prawnych, które jego zdaniem są gwarantem bezpieczeństwa ekologicznego.
W dzisiejszych czasach żaden urząd nie pozwoli na takie rzeczy, żeby zatruwać wodę czy inne rzeczy, przecież są takie wymogi mamy w kraju, że w świecie takich nie ma
– przekonuje Jarosław Górski. Obecnie piłka jest po stronie Urzędu Gminy Liw, gdzie toczy się postępowanie o wydanie decyzji środowiskowej.
Mieszkańcy nie czekają jednak biernie na decyzje urzędników. Przygotowali własny kontrraport, który ma podważyć tezy zawarte w dokumentacji przedstawionej przez inwestora. Władze gminy mają czas na oficjalne odniesienie się do merytorycznych uwag społeczności do 15 marca. To właśnie ta data może stać się kluczowa dla dalszych losów Tończy i jej mieszkańców.
Roman Opolski
