Warszawska drogówka nie miała litości dla amatorów nocnych wyścigów. W miniony weekend stołeczne ulice zamieniły się w teren wielkiej obławy na sportowe fury i tuningowane „perełki”. Efekt przeszedł wszelkie oczekiwania…
Posypały się mandaty na dziesiątki tysięcy złotych, lawina zatrzymanych dowodów rejestracyjnych i prawa jazdy wrzucone do niszczarki. Policja mówi jasno: to nie był ostatni raz i jeszcze się spotkamy.
Mandaty sypały się jak z rękawa: 53 tysiące w jeden weekend!
Policjanci z Wydziału Ruchu Drogowego, uzbrojeni w sonometry i czujne oko, skontrolowali ponad 100 sportowych aut. Statystyki są miażdżące dla nocnych rajdowców: na 102 sprawdzone pojazdy, aż 90 kierowców odjechało z mandatem. Łączna suma kar zwala z nóg, bo fani adrenaliny muszą przelać do budżetu państwa ponad 53 tys. zł.
Pstryczek w nos dla tuningowców: 15 dowodów do piachu
Dla wielu pasjonatów modyfikacji weekend skończył się tragicznie. Funkcjonariusze sprawdzali nie tylko prędkość, ale przede wszystkim to, co kierowcy „nakombinowali” pod maską i w wydechach. Zatrzymano 15 dowodów rejestracyjnych, głównie za zbyt głośne wydechy, które budziły mieszkańców Warszawy. 6 osób straciło prawa jazdy -ci kierowcy przeszarżowali z brawurą na tyle mocno, że z warszawskich ulic zniknęli na dobre. Jeden wniosek wysłano do sądu – to dotyczyło najbardziej opornego fana szybkich kółek.
Akcja wymierzona w nielegalne wyścigi przyniosła jeszcze jeden, nieplanowany sukces. Podczas jednej z rutynowych legitymacji, system SIS (Schengen) zaświecił się na czerwono. Funkcjonariusze zatrzymali osobę poszukiwaną w całej Europie, która najwyraźniej myślała, że zgubi się w tłumie tuningowanych aut.
Policja: „Będziemy wracać!”
Warszawiacy od dawna skarżyli się na huk silników i pisk opon w nocy. Drogówka zapowiada, że to dopiero początek „polowania”. Każda zmiana w aucie, od wydechu po zawieszenie, musi być zgodna z prawem. Jeśli Twój samochód budzi całe osiedle, przygotuj się, że następnym razem na Twojej drodze stanie radiowóz.
Marek Piotrowski
