To ma być klasyczna „plomba”, ale dla mieszkańców ulicy Wolskiej to wyrok na ich komfort życia. Spółdzielnia Mieszkaniowa „Starówka” wpadła na pomysł, by w wąską, zaledwie 50-krokową szczelinę między istniejącymi blokami, wcisnąć kolejne wielopiętrowe budynki. Cena? Likwidacja ostatniego skrawka zieleni, wycinka drzew i demontaż jedynej w okolicy plenerowej siłowni.
– To walka o oddech – mówią zdesperowani lokatorzy, którzy zapowiadają, że tanio skóry nie sprzedadzą.
Okno w okno, czyli 10 pięter absurdu
Sytuacja przy ulicy Wolskiej wygląda jak ponury żart z podręcznika o patodeweloperce. Obecnie dwa bloki dzieli dystans, który dorosły człowiek pokonuje w niecałą minutę. Spółdzielnia uznała jednak, że to marnotrawstwo przestrzeni. Plan zakłada budowę dwóch 10-piętrowych kolosów, które odetną dotychczasowych mieszkańców od światła dziennego.
Jak tu zbudują ten blok to będzie masakra, bo nikt nie będzie miał światła, pozbawią nas słońca w domach. Poza tym, co to za komfort życia, jak będziemy sobie przez rolety do kuchni zaglądać
– żali się Portalowi Mazowieckiemu jedna z lokatorek.
Dla pana Kamila ze Społecznego Komitetu Obrony Lokatorów sprawa jest jasna: priorytetem powinna być zieleń, a nie kolejne metry kwadratowe na sprzedaż.
Spółdzielnia się zasłania, miasto rozkłada ręce
Zarząd Spółdzielni „Starówka” w nadesłanym oświadczeniu idzie w zaparte. Twierdzi, że nie działa samowolnie, lecz realizuje wolę Walnego Zgromadzenia i Rady Nadzorczej. Krótko mówiąc: „mamy papiery, możemy budować”.
Mieszkańcy szukali ratunku w Ratuszu, ale tam zderzyli się ze ścianą biurokracji. Okazuje się, że obowiązujący plan zagospodarowania przestrzennego dopuszcza w tym miejscu zabudowę.
Jeśli projekt będzie zgodny z przepisami, organ jest zobowiązany do wydania pozwolenia
– tłumaczy beznamiętnie Biuro Prasowe m.st. Warszawy. Urzędnicy dodają jednak, że trwa analiza dokumentacji, do której spółdzielnia musiała nanieść poprawki.
Burmistrz radzi: „Odwołajcie zarząd!”
W obronie mieszkańców stają radni i burmistrz Woli, Krzysztof Strzałkowski. Choć dzielnica nie może ot tak zakazać budowy, burmistrz podpowiada lokatorom radykalne kroki.
Powinni szybko wystąpić o bycie stroną w postępowaniu, ale przede wszystkim wykorzystać instrumenty członkowskie
– radzi Strzałkowski.
Co to oznacza w praktyce? Mieszkańcy mogą zwołać Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie i… po prostu odwołać zarząd, który forsuje uciążliwą inwestycję.
To jest ich teren i ich spółdzielnia. Prawo powinno być dla ludzi, a nie przeciwko nim
– dodaje radna Anna Grzelak.
W tym tygodniu ma dojść do kluczowego spotkania protestujących z władzami dzielnicy. Czy mieszkańcom uda się powstrzymać betonową ofensywę, zanim pod ich oknami pojawią się koparki? Sprawa na Woli staje się symbolem walki o godne warunki życia w zagęszczającej się stolicy.
Piotr Gebert
