Pociąg ważący około 400 ton pędził z prędkością 117 km/h. Na przejeździe kolejowym pojawiła się ciężarówka. Chwilę później doszło do potężnego zderzenia, wykolejenia składu i tragedii. Jedna z pasażerek zginęła, kilkanaście osób zostało poszkodowanych. Kierowca ciężarówki złożył już pierwsze wyjaśnienia. Jak przekazał wiceminister infrastruktury Piotr Malepszak, mężczyzna powiedział, że oślepiło go słońce. Jednocześnie jest już potwierdzenie, że sygnalizacja świetlna na przejeździe była sprawna.
Tragedia wydarzyła się w środę, 9 września, w Sokolnikach Suchych na Mazowszu. Pociąg Intercity „Koziołek”, jadący z Lublina do Szczecina, zderzył się na przejeździe kolejowym z samochodem ciężarowym.
Siła uderzenia była ogromna. Skład się wykoleił, a część wagonów przewróciła się. Pociągiem podróżowało blisko 120 osób.
Życia jednej z pasażerek pierwszego wagonu nie udało się uratować.
Kierowca zaczął się tłumaczyć. „Oślepiło go słońce”
Jednym z najważniejszych pytań jest teraz to, dlaczego ciężarówka znalazła się na przejeździe w momencie przejazdu pociągu.
Pierwsze wyjaśnienia kierowcy ujawnił w TVN24 Piotr Malepszak, wiceminister infrastruktury.
– Mamy wstępne zeznania kierowcy ciężarówki. Wskazał, że oślepiło go słońce. Będziemy musieli ten wątek potwierdzić. Bardzo często przy tego typu zdarzeniach kierowcy tłumaczą się w ten sposób. Będziemy wiedzieli więcej, gdy otrzymamy monitoring z kabiny lokomotywy. To nam pokaże znacznie więcej – powiedział Malepszak.
To na razie wersja przedstawiona przez kierowcę, a nie ustalona przyczyna katastrofy.
Co istotne, według wstępnych ustaleń prokuratury ciężarówka miała wjechać na przejazd, kiedy znajdował się już na nim pociąg. Prawdopodobnie uderzyła w pierwszy wagon za lokomotywą.
Sygnalizacja działała. Nie było szlabanów
Przejazd w Sokolnikach Suchych nie jest wyposażony w zapory. Jest natomiast zabezpieczony sygnalizacją świetlną. I tutaj pojawia się kolejna ważna informacja.
Mamy potwierdzenie, że w momencie zdarzenia sygnalizacja była sprawna
– przekazał wiceminister infrastruktury.
Śledczy zabezpieczają dane z urządzeń znajdujących się przy przejeździe. Nie ma tam monitoringu, dlatego szczególnie istotne mogą okazać się nagrania i dane z samego pociągu.
117 km/h i 400 ton. Śledczy szukają odpowiedzi w lokomotywie
Według informacji przekazanych przez wiceministra pociąg w chwili zdarzenia poruszał się z prędkością 117 km/h i ważył około 400 ton.
Kluczowym dowodem mogą być teraz rejestratory lokomotywy. Śledczy chcą zabezpieczyć zapis obrazu, prędkości oraz pozostałe dane techniczne.
Na miejscu pracują policjanci i prokuratorzy. Do dokumentowania miejsca katastrofy Laboratorium Kryminalistyczne wykorzystuje również skaner 3D.
Sprawę ma przejąć I Wydział Śledczy Prokuratury Okręgowej w Radomiu. Postępowanie ma dotyczyć sprowadzenia katastrofy zagrażającej życiu lub zdrowiu wielu osób albo mieniu w wielkich rozmiarach.
Jedna pasażerka nie żyje
Najtragiczniejszym skutkiem wypadku jest śmierć kobiety podróżującej pierwszym wagonem.
Według informacji służb poszkodowanych zostało 20 osób. Część wymagała pomocy medycznej, a najciężej poszkodowani trafili do szpitali. Wśród hospitalizowanych znalazła się również kobieta w ciąży; przekazano, że stan jej i dziecka jest dobry.
Uszkodzona została także infrastruktura kolejowa. Według Malepszaka jej naprawa będzie kosztować kilka milionów złotych, a utrudnienia mogą potrwać do późnego wieczora w czwartek.
Po tragedii rząd zapowiada ostrzejsze kary
Katastrofa może mieć również konsekwencje dla wszystkich kierowców. Premier Donald Tusk zapowiedział pilne prace nad radykalnym zaostrzeniem przepisów dotyczących wjeżdżania na przejazdy kolejowe, a minister infrastruktury Dariusz Klimczak poinformował o przygotowywaniu zmian ustawowych.
Najpierw jednak śledczy muszą dokładnie odtworzyć sekundy poprzedzające tragedię w Sokolnikach Suchych.
Kierowca twierdzi, że oślepiło go słońce. Wiadomo już, że sygnalizacja działała. Teraz odpowiedzi może dostarczyć zapis z lokomotywy.
Robert Bagiński
