Warszawski Mokotów zmienił się w scenografię z horroru. Mieszkańcy ulicy Czerskiej mają dość, ponieważ pod ich oknami rozgrywają się dantejskie sceny. Porzucone strzykawki, handel narkotykami i bójki, to teraz ich codzienność.
Wszystko przez klinikę leczenia uzależnień, która „uciekła” z Pragi przed gniewem tamtejszych sąsiadów. Czy teraz historia się powtórzy?
Horror w centrum miasta. „Oddawanie moczu i osoby nieprzytomne”
Mieszkańcy dotychczas spokojnej ulicy Czerskiej przeżyli szok. Od dwóch miesięcy ich życie to walka o przetrwanie. To, co dzieje się pod ich domami, mrozi krew w żyłach.
Strzykawki porozrzucane, oddawanie moczu, osoby nieprzytomne, zataczające się
– wyliczają zbulwersowani warszawiacy.
To jednak nie koniec. Na Czerskiej rozkwitł czarny rynek, o jakim mieszkańcom się nie śniło. Według relacji świadków dochodzi do regularnego handlu metadonem, a bójki między pacjentami kliniki stały się elementem krajobrazu.
Praga odetchnęła, Mokotów płacze
Placówka Volta Med nie jest nowym graczem na mapie Warszawy. Przez osiem lat „terroru” dawna lokalizacja przy ul. Kijowskiej na Pradze-Północ stała się symbolem patologii. Tamtejsi mieszkańcy wywalczyli przeniesienie kliniki, ale problem nie zniknął, został po prostu przesunięty kilka kilometrów dalej.
Skandalem jest, że w centrum miasta powstał ośrodek, który zagraża tysiącom ludzi!
– grzmią protestujący.
Dyrekcja kontratakuje: „To mieszkańcy nam zagrażają!”
Podczas gdy ludzie boją się wypuszczać dzieci z domu, władze placówki przyjmują zaskakującą linię obrony. Zamiast uderzyć się w pierś, dyrekcja sugeruje, że… ofiarami są pacjenci.
Żaden z naszych pacjentów nie zagraża bezpieczeństwu mieszkańców. Mamy wrażenie, że to mieszkańcy zaczynają zagrażać naszym pacjentom
– wypaliła Joanna From, dyrektor operacyjna Volta Med.
W obronie ośrodka stają sami leczeni, jak Filip, który twierdzi, że bez metadonu „musiałby szukać substancji na ulicy”. Pytanie tylko, czy ulica Czerska powinna stawać się placem boju o życie uzależnionych kosztem bezpieczeństwa podatników?
Urzędniczy ping-pong. Kto pomoże mieszkańcom?
Mieszkańcy Czerskiej czują się zostawieni sami sobie. Władze dzielnicy rozkładają ręce, twierdząc, że mają „związane ręce”. Urząd Marszałkowski również umywa ręce, zasłaniając się brakiem kompetencji. Sprawa trafiła już do Ministerstwa Zdrowia.
Piotr Gebert
