Mieszkańcy Warszawy zamarli z przerażenia po publikacjach w mediach społecznościowych, przedstawiających zdewastowane nagrobki na Cmentarzu Bródnowskim. Czy nekropolię nawiedzili bezwzględni wandale? Obraz zniszczeń w rejonie alei 74 mrozi krew w żyłach – popękane płyty, ukruszony kamień i powalone krzyże sugerowały najgorszy scenariusz.
Reporterzy Portalu Mazowieckiego na miejscu dostrzegli jednak coś, co rzuca zupełnie nowe światło na sprawę: pnie ściętych drzew, trociny i połamane gałęzie.
Natura uderzyła z ogromną siłą
Kancelaria Cmentarza Bródzieńskiego szybko ucięła spekulacje o celowej dewastacji, uspokajając zaniepokojonych warszawiaków. Okazuje się, że winowajcą nie był człowiek, lecz niszczycielskie siły natury, które uderzyły w nekropolię na początku kwietnia.
Powodem zniszczeń nagrobków było drzewo, które wyłamało się na wysokości dwóch metrów, a konary spadły na pomniki. Przyczyną tego zdarzenia były warunki atmosferyczne
– wyjaśniają pracownicy kancelarii.
Do dramatycznego zdarzenia doszło 7 kwietnia, kiedy to silny wiatr siał spustoszenie w różnych częściach nekropolii. Choć widok jest bolesny dla bliskich, zarząd zapewnia, że w ostatnim czasie nie odnotowano żadnych aktów wandalizmu.
Konserwator dał zielone światło
Prace porządkowe na zabytkowym cmentarzu nie mogły ruszyć z kopyta bez oficjalnych zgód. Dopiero po otrzymaniu pozwolenia od Stołecznego Konserwatora Zabytków, służby cmentarne mogły uprzątnąć teren z połamanych drzew i gałęzi. W różnym stopniu uszkodzonych zostało kilka pomników, a odwiedzający nekropolię wciąż mogą natknąć się na pozostałości po nawałnicy.
Zarząd nekropolii stanowczo uspokaja mieszkańców: wasze groby są bezpieczne od rąk wandali, a obecny stan to wyłącznie efekt walki z żywiołem.
Marta Grasegger
