Liczba porodów w makowskim szpitalu spadła w ciągu ćwierćwiecza o ponad 75 procent. Przy zaledwie 73 odebranych rozwiązaniach rocznie, oddział ginekologiczno-położniczy w Makowie Mazowieckim staje przed widmem likwidacji. Choć pacjentki chwalą opiekę, twarde dane ekonomiczne i demograficzne są nieubłagane.
Dane Głównego Urzędu Statystycznego potwierdzają ogólnopolski trend: Polska mierzy się z drastycznym spadkiem liczby urodzeń. Dla mniejszych placówek medycznych, takich jak Samodzielny Publiczny Zakład Opieki Zdrowotnej w Makowie Mazowieckim, oznacza to nie tylko problem statystyczny, ale przede wszystkim finansowy i organizacyjny.
Od 300 do 73: Drastyczny zjazd statystyk
Jeszcze 25 lat temu makowscy lekarze odbierali ponad 300 porodów rocznie. W ubiegłym roku liczba ta spadła do zaledwie 73. Oznacza to, że średnio w szpitalu dochodzi do zaledwie sześciu porodów miesięcznie.
Starosta makowski, Mirosław Augustyniak (PSL), nie ukrywa powagi sytuacji, nazywając obecny stan „porodem okazjonalnym”.
Jestem przekonany, że niejeden lekarz na swoim dyżurze, w ciągu nawet miesiąca, mógł nie mieć żadnego porodu
– tłumaczy samorządowiec.
Tak niska frekwencja rodzących powoduje, że kadra medyczna traci możliwość stałego podtrzymywania rutyny zabiegowej, co jest kluczowe w medycynie ratunkowej i położniczej.
Kosztowne wymogi i konkurencja sąsiadów
Utrzymanie oddziału położniczego to ogromne obciążenie dla budżetu placówki. Przepisy Ministerstwa Zdrowia nakładają na szpitale surowe wymogi dotyczące obsady kadrowej, które są niezależne od liczby pacjentek.
Personel zgodnie z przepisami musi przebywać na oddziale. Każdy odcinek jest zabezpieczony. Niestety w obszarze położnictwa i ginekologii wymogi co do personelu są bardzo wysokie. Liczebność tego personelu jest duża
– wyjaśnia Jerzy Wielgolewski, dyrektor SPZOOZ w Makowie Mazowieckim.
Problemem jest również odpływ pacjentek do okolicznych miast. Przyszłe mamy z powiatu makowskiego coraz częściej wybierają placówki w Przasnyszu, Ostrołęce, Pułtusku, Warszawie.
Część pacjentek wciąż jednak docenia lokalną porodówkę, wskazując na komfort wynikający z bliskości domu oraz profesjonalną opiekę.
Co dalej z makowską ginekologią?
Decyzja o przyszłości oddziału jeszcze nie zapadła, ale władze powiatu i dyrekcja szpitala muszą zmierzyć się z pytaniem o rentowność i bezpieczeństwo. Jeśli liczba porodów nie wzrośnie, utrzymywanie pełnej gotowości operacyjnej całego zespołu medycznego dla kilkudziesięciu pacjentek rocznie może okazać się niemożliwe. O losie placówki zadecydują nie tylko finanse, ale przede wszystkim demografia i zaufanie przyszłych matek, które ostatecznie decydują, gdzie chcą powitać na świecie swoje dzieci.
Ewa Sztechman
