Najpierw łapał tysiące kierowców, później sam stał się celem. Malowano go farbą, niszczono, a do jednej z dewastacji użyto nawet siekiery. Po niemal półrocznej przerwie słynny fotoradar przy Alejach Jerozolimskich wrócił na swoje miejsce. I wszystko wskazuje na to, że od środy znów zacznie robić zdjęcia. Kierowcy powinni pamiętać o jednym: w tym miejscu nadal obowiązuje 50 km/h.
Urządzenie zamontowano ponownie we wtorek, 8 września, przy Alejach Jerozolimskich 239, niedaleko skrzyżowania z ul. Ryżową. To rejon na styku Ursusa i Włoch oraz jeden z ważniejszych odcinków wylotowych z Warszawy w stronę Pruszkowa.
Sam montaż rozpoczął się przed godz. 10. To jednak nie oznaczało natychmiastowego rozpoczęcia pomiarów. Fotoradar musi zostać jeszcze skalibrowany i przejść testy potwierdzające prawidłowe działanie.
Pełne uruchomienie urządzenia zaplanowano na środę, 9 września.
Kilka tygodni wystarczyło, żeby został rekordzistą
Trudno znaleźć w Warszawie fotoradar, który w tak krótkim czasie zrobiłby podobną karierę.
Urządzenie po raz pierwszy stanęło przy Alejach Jerozolimskich w listopadzie 2024 roku. Efekt był natychmiastowy. W niespełna miesiąc zarejestrowało blisko 8 tys. przypadków przekroczenia dozwolonej prędkości. Właśnie wtedy przylgnęło do niego określenie „fotoradar-rekordzista”.
Liczba wykroczeń robiła tym większe wrażenie, że mowa o jednym konkretnym punkcie pomiarowym. Na tym fragmencie Alej Jerozolimskich kierowcy mogą poruszać się z maksymalną prędkością 50 km/h.
Kierowcy dostawali zdjęcia. Fotoradar dostał… siekierą
Ogromna skuteczność urządzenia szybko przyniosła mu także wyjątkowo złą sławę wśród części kierowców.
5 lutego 2025 roku fotoradar został poważnie uszkodzony. Konieczny był jego demontaż i naprawa, a straty po jednym z aktów wandalizmu oszacowano na około 50 tys. zł. Na tym się nie skończyło.
Po powrocie urządzenia dochodziło do kolejnych dewastacji. Niszczyciele sięgali po farbę, uszkadzali obudowę i elementy systemu pomiarowego. Do ataku na urządzenie wykorzystano nawet siekierę. Po ostatnim poważnym uszkodzeniu fotoradar zniknął z Alej Jerozolimskich na niemal pół roku.
Wrócił i od razu wywołał emocje
We wtorek charakterystyczne urządzenie ponownie pojawiło się przy ruchliwej arterii. Jak wynika z opisu prac, już sam montaż wystarczył, żeby wzbudzić emocje. Część przejeżdżających kierowców używała klaksonów. Z samochodów miały również padać wyzwiska kierowane w stronę pracowników zajmujących się montażem.
Mimo wcześniejszych dewastacji lokalizacja się nie zmieniła. W tym samym miejscu ponownie stanął także ten sam model urządzenia.
Od środy kierowcy powinni szczególnie patrzeć na licznik
Jeżeli kalibracja i testy zakończą się zgodnie z planem, od 9 września fotoradar ma ponownie rejestrować przekroczenia prędkości.
Dla kierowców najważniejsza informacja pozostaje więc bardzo prosta: przy Alejach Jerozolimskich 239 nadal obowiązuje ograniczenie do 50 km/h.
Historia tego konkretnego urządzenia pokazuje natomiast, że może ono nie potrzebować wiele czasu, aby ponownie zacząć zapełniać statystyki.
Marta Grasegger
