Mimo mroźnej i śnieżnej zimy, mieszkańcy nadwiślańskich gmin mogą spać spokojnie. Eksperci z Wód Polskich oraz IMGW uspokajają: choć wielka woda nam nie grozi, służby stawiają na pełną gotowość, a lodołamacze od kilku dni intensywnie kruszą lodowy pancerz na Wiśle i Odrze.
Tegoroczna zima przypomniała Polakom, jak wyglądają prawdziwe zaspy, ale paradoksalnie to bardzo dobra wiadomość dla rolnictwa.
Śnieżna zima ratunkiem przed suszą
Prezes Wód Polskich, Mateusz Balcerowicz, zauważa, że obfite opady śniegu po raz pierwszy od wielu lat dają nadzieję na uniknięcie wiosennej suszy hydrologicznej.
Zamiast gwałtownej fali powodziowej, eksperci spodziewają się jedynie lokalnych wezbrań. Choć odwilż jest tuż za rogiem, zapas wody w śniegu – szczególnie w górnych partiach dorzecza Wisły – jest stosunkowo niewielki. Najwięcej białego puchu zalega na północy kraju, co nie stanowi zagrożenia dla ogólnokrajowego bezpieczeństwa.
Flota w akcji: Tygrys, Rekin i spółka na froncie
Kluczem do uniknięcia zatorów lodowych jest praca lodołamaczy. Na Wiśle trwa operacja kruszenia lodu na odcinku od ujścia do Zatoki Gdańskiej aż po zaporę we Włocławku.
Jak wygląda podział zadań na rzece? W nurcie głównym pracują lodołamacze Tygrys, Rekin, Orka i Foka, które torują drogę, krusząc grubą pokrywę. W rejonie Korzeniewa pracuje Narwal, który rozbija pola lodowe napływające z góry rzeki. W ujściu rzeki pracują Nerpa i Manat, ktore rozdrabniają lód i dbają o to, by bezpiecznie spłynął do Zatoki Gdańskiej.
Na Odrze sytuacja jest jeszcze stabilniejsza, tam pokrywa śnieżna jest mniejsza, a służby mają za sobą już dwie tury lodołamania.
Edyta Karys
