Od czwartkowego popołudnia w powiecie wołomińskim trwa największa w tym roku akcja gaśnicza na Mazowszu. Ogień w miejscowości Międzyleś objął już ponad 100 hektarów lasu. Służby ewakuowały dwie wsie, zamknęły drogę krajową nr 50, a w grę wchodzi podpalenie. W piątek rano pożar wciąż nie jest opanowany.
Do zdarzenia doszło przed godz. 14 w czwartek. Początkowo straty szacowano na około 5 hektarów. Jednak porywisty wiatr i sucha ściółka sprawiły, że żywioł błyskawicznie się rozprzestrzenił. Wieczorem płonęło już 30 hektarów, a przed północą strażacy mówili o ponad stu hektarach lasów – zarówno prywatnych, jak i państwowych należących do trzech nadleśnictw: Drewnicy, Łochowa i Mińska.
Oficer prasowa mazowieckiej straży, mł. kpt. Karolina Jaworska, już w czwartek po południu informowała, że pożar wciąż się rozprzestrzenia. W nocy intensywność ognia spadła, ale to nie oznacza końca walki.
Trzeba będzie znowu metr po metrze cały ten teren pożaru zweryfikować i dogasić wszystkie zarzewia
– zapowiedział komendant główny PSP nadbryg. Wojciech Kruczek.
Ewakuacja dwóch wsi i zamknięta droga krajowa
Po godzinie 20 Sylwester Niźnik, wójt gminy Poświętne, podjął decyzję o ewakuacji mieszkańców Ołdakowizny i Rządzy. Jak przekazał mł. insp. Krzysztof Ogroński, szef stołecznej policji, ewakuowano 42 osoby z 20 budynków. Większość znalazła schronienie u rodzin, sześć osób przewieziono do szkoły podstawowej w Stanisławowie. Zapewniono im nocleg i posiłki.
Władze gminy apelowały do mieszkańców o ograniczenie zużycia wody, ponieważ strażacy zużywają jej ogromne ilości.
Zamknięta została droga krajowa nr 50 na odcinku Łochów – Stanisławów. To kluczowy szlak w regionie. Kierowcy proszeni są o omijanie całego rejonu Międzylesia.
600 strażaków, Dromadery i Black Hawk w akcji
Skala działań jest imponująca. W piątek rano st. kpt. Wojciech Gralec, rzecznik Państwowej Straży Pożarnej, podał w TVN24, że na miejscu pracuje blisko 600 strażaków i ponad 200 pojazdów. Do tego doszły posiłki z ościennych województw: Łodzi, Poznania, Lublina i Olsztyna.
W akcji wykorzystywane są cztery samoloty gaśnicze Dromader oraz śmigłowiec Black Hawk. Maszyny zrzucały wodę z powietrza, ale warunki nie sprzyjają. Wiatr w czwartek był tak silny, że pożar miał charakter wierzchołkowy tzn. ogień przeskakiwał między koronami drzew, co uniemożliwiało szybkie opanowanie sytuacji.
Do pomocy skierowano także 100 żołnierzy Wojsk Obrony Terytorialnej. W obrazowaniu terenu ma pomóc wojskowy dron.
Podejrzenie podpalenia
Służby nie wykluczają, że ogień został podłożony. Wójt Sylwester Niźnik jeszcze w czwartek zwrócił uwagę, że pożar miał trzy oddzielne zarzewia, co jest mocną poszlaką wskazującą na celowe działanie. Nadleśniczy Piotr Serafin dodał, że trzy dni wcześniej w okolicy spalił się już około hektara lasu. W niedzielę wystąpiły mniejsze pożary. Biegli będą teraz badać dokładnie przyczyny czwartkowego zapłonu.
Na razie nie ma informacji o osobach poszkodowanych. Komendant główny PSP zapowiedział, że na piątek przygotowywane są kolejne śmigłowce z policji i Lasów Państwowych. Sztab kryzysowy z udziałem szefa MSWiA Marcina Kierwińskiego zdecydował o wsparciu żołnierzy WOT.
Strażacy podkreślają, że teren jest trudny do precyzyjnej oceny. Pożar przeszedł już z lasów prywatnych na państwowe. W nocy działania skupiały się na zabezpieczeniu pogorzeliska i prewencyjnej wycince drzew w sąsiedztwie DK50, która biegnie około kilometra od granicy pożaru.
Mieszkańcy ewakuowanych wsi na razie nie mogą wracać do domów. Służby apelują o cierpliwość i omijanie rejonu akcji.
Piotr Zych
