Od początku kwietnia mieszkańcy Wawra, Wesołej i Rembertowa mierzą się z bezprecedensowym chaosem w gospodarce odpadami. Zmiana operatora na MPO zamiast płynnego przejścia przyniosła puste podwórka bez pojemników i zalegające na ulicach worki.
Choć urzędnicy uspokajają, że sytuacja zostanie opanowana, realne prognozy wskazują, że normalność wróci dopiero w maju.
Ulice pełne szkła i nieodebrane kubły
Cierpliwość warszawiaków kończy się wraz z narastającymi stertami odpadów. Mieszkańcy Wesołej alarmują o ośmiodniowych opóźnieniach, które nazywają wprost „porażką”. Na ulicy Matejki doszło do niebezpiecznej sytuacji, gdy rozbite szkło z nieodebranych worków zatarasowało przejazd. Podobne nastroje panują w Wawrze, gdzie posesje przy ulicy Zagorzańskiej toną w śmieciach, mimo wyznaczonych terminów odbioru.
Nasza cierpliwość już się kończy i za chwilę dojdzie do tego, że będziemy wozić te śmieci pod drzwi urzędu dzielnicy i niech wtedy przekonają się wszyscy – radni i burmistrzowie, jak to jest gdy system nie działa
– irytuje się jeden z mieszkańców z którym rozmawiał Portal Mazowiecki.
Frustrację potęguje fakt, że mimo licznych zgłoszeń w systemie 19115, interwencje często okazują się bezskuteczne.
Urzędnicza matematyka kontra rzeczywistość
Podczas gorącego spotkania w Urzędzie Dzielnicy Wawer przedstawiciele MPO oraz Biura Gospodarki Odpadami próbowali wyjaśnić przyczyny paraliżu. Według radnej Magdaleny Nożykowskiej głównym winowajcą jest nieaktualna baza danych przekazana przez poprzedniego operatora – firmę Lekaro. Systemy MPO często wskazywały, że pod danym adresem pojemniki nie są potrzebne, podczas gdy w rzeczywistości mieszkańcy korzystali z nich od lat.
Dodatkowym problemem okazała się awaria systemu, która doprowadziła do nagłych zmian w harmonogramach. Mieszkańcy skarżą się, że terminy odbioru potrafią zmienić się w ciągu kilku godzin, co uniemożliwia sprawne wystawienie kubłów. Mimo apeli o wspólny termin odbioru różnych frakcji, radna studzi emocje – regulamin utrzymania czystości w Warszawie nie pozwala na takie rozwiązanie w zabudowie jednorodzinnej.
MPO: „Odebraliśmy tonę liści z jednej posesji”
Rzecznik MPO, Jakub Turowicz, broni działań spółki, wskazując na gigantyczną skalę operacji. Do tej pory dostarczono 60 tysięcy pojemników, co ma stanowić 98 proc. zapotrzebowania. Proces ten utrudnia jednak fakt, że poprzedni operator, zabierając swoje kubły, miał omyłkowo zabierać także te należące już do MPO.
Największym wyzwaniem okazały się jednak odpady zielone, których Lekaro miało nie odbierać przez cały marzec. Skumulowane tony gałęzi i trawy błyskawicznie zapełniają śmieciarki.
Z jednej tylko nieruchomości w Wesołej załoga odebrała około 1200 kg odpadów zielonych
– wylicza Turowicz. Taki tonaż sprawia, że jeden postój potrafi zablokować dalszą trasę pojazdu.
MPO deklaruje, że braki w pojemnikach zostaną uzupełnione do połowy kwietnia, jednak pełna stabilizacja systemu i rozładowanie zatorów nastąpi prawdopodobnie dopiero z początkiem maja.
Marta Grasegger
