Sportowe święto na płockich Borowiczkach o mało nie zakończyło się tragedią. W sobotę, radosne okrzyki kibiców i dźwięk piłki uderzającej o parkiet nagle zastąpiły ryczące syreny alarmowe. Gdy na poddaszu szkoły wybuchł pożar, w hali sportowej trwał w najlepsze turniej piłkarski – ewakuować musiało się aż 150 osób!
Dramatyczny finał szkolnych zawodów
Wszystko zaczęło się około godziny 13:00. W budynku szkoły na osiedlu Borowiczki emocje sięgały zenitu – uczniowie, rodzice i nauczyciele żyli piłkarską rywalizacją. Nikt nie spodziewał się, że zagrożenie nadejdzie z góry. Ogień pojawił się na poddaszu i błyskawicznie zaczął trawić podbitkę dachu.
Gdy dym stał się wyczuwalny, sędziowski gwizdek zamilkł, a priorytetem stało się życie ludzkie. W jednej chwili halę musiało opuścić 150 osób. Dzięki błyskawicznej reakcji personelu, ewakuacja przebiegła sprawnie i bez wybuchu paniki, co przy tak dużej liczbie dzieci było kluczowe dla uniknięcia tragedii.
Strażacy w akcji: Walka z ogniem na wysokości
Na ratunek ruszyło pięć zastępów straży pożarnej. Ratownicy musieli działać precyzyjnie, by ogień nie przedostał się do wnętrza klas i sali gimnastycznej.
Otrzymaliśmy zgłoszenie o pożarze poddasza szkoły w Borowiczkach. Podaliśmy jeden prąd wody w natarciu na palącą się podbitkę. Spaliło się około 20 metrów kwadratowych tej części dachu
– relacjonuje mł. kpt. Wojciech Pietrzak z Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Płocku.
Dzięki szybkiemu „lokalnemu natarciu”, strażakom udało się zdusić pożar w zarodku. Ogień nie zdążył wyrządzić większych szkód w konstrukcji budynku, ograniczając się jedynie do fragmentu poszycia.
Szczęście w nieszczęściu: Nikt nie ucierpiał
Choć straty materialne są widoczne, najważniejszy jest fakt, że bilans poszkodowanych wynosi zero. Po ugaszeniu ognia i przewietrzeniu budynku, strażacy dokładnie sprawdzili obiekt, by wykluczyć ukryte zarzewia ognia.
Teraz do pracy przystąpią biegli, którzy ustalą, co było przyczyną zaprószenia ognia na szkolnym dachu. Czy było to zwarcie instalacji, czy nieszczęśliwy zbieg okoliczności? Odpowiedź poznamy po zakończeniu oficjalnego dochodzenia. Jedno jest pewne: czujność organizatorów turnieju i odwaga strażaków uratowały Borowiczki przed czarną sobotą.
Magda Wydra
