Błękitne łuki, które od blisko trzech dekad wpisują się w panoramę centrum Warszawy, mogą wkrótce stać się jedynie wspomnieniem na archiwalnych fotografiach. Nad „Patelnią” zawisły czarne chmury, bo radni miejscy postanowili ruszyć z ofensywą przeciwko estetyce lat 90.
Miejscy radni postulują, aby charakterystyczne wiaty stacji Metro Centrum bezpowrotnie zostały wyrzucone z centrum miasta i przestały szpecić jeden z najbardziej reprezentacyjnych fragmentów centrum stolicy.
Relikt transformacji czy ikona modernizmu?
Warszawa przechodzi estetyczną rewolucję. Tuż obok wyrósł rekordowy wieżowiec Varso, a surowa bryła Muzeum Sztuki Nowoczesnej na dobre zmieniła krajobraz Placu Defilad. W tym ultranowoczesnym sąsiedztwie projekt architektki Jasnej Strzałkowskiej-Ryszki z 1998 roku dla wielu zaczyna trącić myszką.
Niebieskie, przeszklone konstrukcje miały niegdyś nadawać lekkości betonowej pustyni wokół Pałacu Kultury. Dziś są uznawane za najbardziej wyrazisty symbol polskiego postmodernizmu w stolicy. Choć pod względem technicznym stacja wciąż imponuje i sięga 15 metrów w głąb ziemi przy kubaturze 145 tys. metrów sześciennych, to jej „opakowanie” budzi coraz większe emocje.
Radni żądają „wielkiego sprzątania”
Do prezydenta Rafała Trzaskowskiego trafił właśnie dokument, który może przypieczętować los błękitnych gigantów. Radny Damian Kowalczyk z PiS złożył interpelację, w której bez ogródek uderza w wygląd wejść do metra. Według niego obecna forma zadaszeń po prostu nie przystaje do standardów nowoczesnej metropolii.
W piśmie do Ratusza radny dopytuje o konkretną koncepcję zagospodarowania tej przestrzeni na nowo oraz o stan techniczny konstrukcji. Przekaz jest jasny: czas na architektoniczne porządki w sercu miasta. Estetyka minionej dekady, zdaniem autorów inicjatywy, odstaje od współczesnych wymogów jakościowych i wizualnych.
„Patelnia” – serce, które bije chaotycznie
Miejsce to jest jednak czymś więcej niż tylko węzłem komunikacyjnym. Słynna „Patelnia” to unikalny ekosystem społeczny. To tutaj krzyżują się ścieżki śpieszących do biur urzędników, turystów i ulicznych muzyków. Pod ziemią tętni życie handlowe, działa poczta, a nawet komisariat policji.
Szczególną rolę odgrywa betonowa ściana oporowa, która z czasem stała się najważniejszą w Warszawie galerią street-artu. Murale, które się na niej pojawiają, są barometrem nastrojów społecznych i stałym elementem tożsamości tego miejsca. Wielu warszawiaków obawia się, że „wyczyszczenie” stacji z jej błękitnych wiat zabije również tego ducha demokratycznej, choć nieco chaotycznej przestrzeni.
Co dalej z błękitnym symbolem?
Decyzja o przyszłości Metro Centrum postawi władze miasta przed trudnym wyborem. Z jednej strony mamy naciski na spójność architektoniczną i nowoczesność, z drugiej – sentyment do obiektu, który dla całego pokolenia jest symbolem wejścia Warszawy w nową erę po 1989 roku.
Czy Ratusz ugnie się pod presją radnych i ogłosi konkurs na nowe zadaszenia? A może błękitne łuki zostaną uznane za zabytek wart ochrony jako świadectwo swoich czasów? Jedno jest pewne: bitwa o estetykę centrum stolicy właśnie wkroczyła w decydującą fazę.
Marek Piotrowski
