o była jedna z najbardziej makabrycznych zbrodni w powojennej historii Warszawy. W poniedziałek, 2 marca, przed Sądem Okręgowym ruszył proces w sprawie „kamienicy śmierci” przy ul. Grzybowskiej 71. Na ławie oskarżonych zasiadł Andrij S., który z mrożącym krew w żyłach spokojem przyznał się do zadania 40 ciosów tasakiem i odcięcia dłoni jednej z ofiar. „Byłem w transie” – tłumaczył śledczym.
Zabójstwo w kamienicy przy Grzybowskiej
Akt oskarżenia, odczytany przez prokurator Aleksandrę Piastę-Pokrzywę, brzmi jak scenariusz najgorszego horroru. Główny oskarżony, obywatel Ukrainy Andrij S., miał dokonać dwóch brutalnych morderstw w krótkim odstępie czasu.
Pierwszą ofiarą był Roman Z., który w lutym 2024 roku został zmasakrowany tasakiem. Sprawca zadał mu aż 40 ciosów, a po śmierci odciął dłonie ofiary. Motywem miały być pieniądze (rzekomy dług 800 zł) oraz chorobliwa zazdrość. Według wyjaśnień współoskarżonego, jedna z kobiet pokazała Andrijowi zdjęcie jego partnerki śpiącej w łóżku z Romanem. S. twierdzi jednak, że „nie wytrzymał”, bo ofiara groziła mu młotkiem i żądała wyprowadzki.
Proces w sprawie zwłok na Woli
Druga zbrodnia, o którą oskarżony jest Andrij S., wydarzyła się w kwietniu 2024 roku. Ofiarą był Bartosz P., który po wspólnej libacji został skatowany na śmierć. S. miał kopać leżącego mężczyznę w klatkę piersiową tak mocno, że doprowadziło to do zgonu. Oskarżony przyznał się do pobicia, ale twierdzi, że nie chciał zabić – gdy obudził się rano, Bartosz był już „zimny”.
Obok Andrija S. na ławie oskarżonych zasiadł Ion B. z Mołdawii, zarzucono mu pomoc w zabójstwie Romana Z. Mężczyzna nie przyznaje się do winy. Twierdzi, że jedynie pomógł wynieść ciało na strych, bo bał się współlokatora.
Nie chciałem brać udziału w ich kłótniach, byłem w swoim pokoju obok
– przekonywał przed sądem.
Mroczne sekrety pustostanu
Podczas poniedziałkowej rozprawy wyszły na jaw kolejne szokujące fakty dotyczące życia w kamienicy przy Grzybowskiej 71. Okazało się, że jedna z ofiar to mężczyzna, który popełnił samobójstwo. Współmieszkańcy, zamiast wezwać policję, przenieśli zwłoki do piwnicy, by „nie mieć kłopotów”. Świadkowie zeznali, że gdy pod kamienicę podjechały radiowozy, niektórzy lokatorzy udawali, że idą na zakupy, by uniknąć zatrzymania.
Policja wciąż poszukuje mężczyzny podejrzewanego o zabójstwo czwartej osoby, której ciało odnaleziono w budynku. Sprawa jest niezwykle zawiła, a zarzuty usłyszało łącznie sześć osób – część z nich odpowiada za niezawiadomienie o zbrodniach. Kolejne odsłony tego makabrycznego procesu zaplanowano na kwiecień i maj.
Marta Grasegger
