Mieszkańcy warszawskiej Woli zaalarmowali o martwych rybach pływających w stawie w Parku Szymańskiego. Sprawa jest o tyle zagadkowa, że według oficjalnych dokumentów… ryb w ogóle nie powinno tam być. Urzędnicy ucinają spekulacje: to nie awaria, to wynik radosnej twórczości „domorosłych hodowców”.
W miniony weekend media społecznościowe obiegły zdjęcia martwych ryb dryfujących przy brzegu popularnego stawu na Woli. Mieszkańcy ocenili stan akwenu jako zaniedbany, obawiając się o jakość wody. Choć straż miejska nie odnotowała oficjalnych zgłoszeń, reporterzy tvnwarszawa.pl potwierdzili, że w poniedziałek woda była już czyszczona, a martwe osobniki usunięte.
Skąd wzięły się ryby?
Odpowiedź ratusza jest jednoznaczna: Dzielnica Wola nie prowadzi zarybiania tego zbiornika. Staw w Parku Szymańskiego pełni funkcję retencyjno-estetyczną, a nie hodowlaną.
Warunki panujące w stawie nie zapewniają możliwości hodowli ryb. Zbiornik nie jest napowietrzany ani wyposażony w odpowiednią infrastrukturę
– wyjaśnia naszemu portalowi Kamila Kozłowska z Urzędu Dzielnicy Wola.
Według urzędników ryby trafiły do wody za sprawą osób prywatnych, które bez zgody administratora potraktowały parkowy staw jak własne akwarium.
Zima bez tlenu. Ekspert: „Karp nie ma szans”
Dlaczego ryby padły? Przyczyna jest prozaiczna – brak tlenu pod lodem. Dr Magdalena Fajkowska z SGGW tłumaczy, że o ile małe karasie ozdobne potrafią przetrwać zimę zakopane w mule, o tyle większe gatunki są skazane na śmierć.
Urzędnicy apelują do mieszkańców o odpowiedzialność, bo wpuszczanie ryb do przypadkowych zbiorników to dla zwierząt wyrok śmierci, a dla ekosystemu parku dodatkowy problem sanitarny.
Marek Piotrowski
