Całkiem przypadkiem, opinia publiczna dowiedziała się o standardach, jakie panują na Mazowszu. W sieci wybuchła prawdziwa bomba po tym, jak do internetu wyciekło zdumiewające pismo radomskiej radnej Polskiego Stronnictwa Ludowego. Agnieszka Stolarczyk postanowiła uderzyć prosto do marszałka województwa z „bardzo osobistą prośbą”.
Cel był bardzo „szczytny” i …osobisty. Chodziło o ciepłą posadkę dla własnego męża w radzie nadzorczej szpitala. Nie buduje to autorytetu województwa mazowieckiego, a przy okazji pokazuje szczyt bezczelności niektórych przedstawicieli jego władz.
Tak załatwia się stołki na Mazowszu?
Większość Polaków szukających pracy musi wysyłać CV, przechodzić przez żmudne rozmowy kwalifikacyjne i drżeć o wynik rekrutacji. Ale nie rodzina wpływowych działaczy PSL. Radna Agnieszka Stolarczyk postanowiła skrócić mężowi tę drogę. Gdy zarząd województwa ogłosił oficjalny konkurs na członka rady nadzorczej Mazowieckiego Szpitala Specjalistycznego w Radomiu, radna chwyciła za pióro.
Szanowny Panie Marszałku, zwracam się do Pana z uprzejmą, ale także bardzo osobistą prośbą o rozważenie kandydatury mojego męża na członka rady nadzorczej Mazowieckiego Szpitala Specjalistycznego w Radomiu
– czytamy w dokumencie, który „przypadkowo” stał się publiczny i lotem błyskawicy opanował media społecznościowe.
Gdy sprawa ujrzała światło dzienne, w koterii ludowców wybuchła panika. Szef radomskich struktur PSL, dr Adam Duszyk, natychmiast odciął się od koleżanki, nazywając całą sytuację „całkowicie absurdalną”. Bronił też samego marszałka, zapewniając, że ten od ćwierć wieku rządzi Mazowszem właśnie dlatego, że „takich standardów nigdy nie stosował”.
Radna pod lupą kontrolerów
Sama bohaterka wielkiego zamieszania zapadła się pod ziemię. Zamiast stanąć przed kamerą i wytłumaczyć się wyborcom ze swoich intencji, zasłoniła się „obowiązkami służbowymi”. Wysłała jedynie zagadkowego SMS-a, z którego wynika, że jej telefon wylądował u… detektywów.
Oddaję telefon specjalistycznej firmie zewnętrznej celem sprawdzania/kontroli swojego urządzenia telekomunikacyjnego – pod kątem dostępu do nich osób trzecich
– napisała radna Stolarczyk, sugerując opinii publicznej, że pismo mogło być efektem hakerskiego ataku lub spisku.
Warto przypomnieć, że to nie pierwszy raz, kiedy wokół radnej PSL robi się gorąco. Zaledwie w zeszłym roku wybuchła awantura o jej członkostwo w radzie nadzorczej miejskiej spółki w Radomiu. Wtedy udało jej się zachować mandat, ale tym razem konsekwencje mogą być znacznie poważniejsze. O dalszych losach autorki listu ma zdecydować zarząd wojewódzki PSL.
Marta Grasegger
