Zamiast ścigać przestępców w najgorętszym punkcie stolicy, dowozili kebab i kupowali herbaty na prezent dla bliskich swoich szefów. Szokujący raport dwojga policjantów ze śródmiejskiej komendy rzuca światło na patologie, które przez lata miały być codziennością przy ul. Wilczej.
Byli elitą stołecznego garnizonu i w rok potrafili zatrzymać na gorącym uczynku 120 przestępców. Dziś Patrycja i Oliwier walczą o dobre imię i ujawniają kulisy służby, która zamiast na walce z kryminałem, miała polegać na spełnianiu prywatnych zachcianek przełożonych.
Policjant jako prywatny taksówkarz i kurier
Warszawskie Śródmieście to rejon, w którym policyjna radiostacja niemal nie milknie. Mimo ogromnej liczby interwencji, funkcjonariusze mieli być odrywani od obowiązków, by pełnić rolę darmowego cateringu.
Minimum od pięciu lat nieustannie przywoziłam im jedzenie. Całemu kierownictwu
– relacjonuje Patrycja w rozmowie z Interią.
Dochodziło do sytuacji absurdalnych: policjant pilnował zatrzymanego, podczas gdy jego partner jechał po obiad dla głodnych naczelników. Na liście zadań „specjalnych” znajdowały się też zakupy prezentów w galeriach handlowych czy dowożenie papierosów dyżurnym, którym nie chciało się przejść 200 metrów do sklepu.
Libacje na komendzie i „zdalne” kontrole
Zarzuty zawarte w raporcie sięgają jednak znacznie głębiej niż tylko dowożenie pizzy. Policjanci opisują nocne libacje alkoholowe odbywające się bezpośrednio w budynkach policji.
Byliśmy de facto taksówkarzami dla pijanych przełożonych
– przyznają mundurowi, opisując odwożenie nietrzeźwych oficerów radiowozami do domów. System kontroli, mający dyscyplinować policjantów na ulicach, miał być fikcją.
Oficerowie kontrolni zamiast wyjeżdżać w teren, mieli dzwonić do funkcjonariuszy, by ci zostawili wolne miejsce w notatnikach służbowych na wpisanie „zdalnej” kontroli, która nigdy się nie odbyła.
„Byliśmy traktowani jak śmieci”
Upokarzające polecenia miały być wydawane głównie przez prywatne telefony, by uniknąć rejestracji na oficjalnych kanałach łączności.
Zamieniamy się z policjantów w służących. Byliśmy traktowani jak śmieci
– mówi Oliwier.
Punktem zwrotnym stało się zawieszenie duetu po oskarżeniu o korupcję, z którego sąd pierwszej instancji już ich uniewinnił, uznając zeznania oskarżyciela za niewiarygodne. Mimo to policja wszczęła procedurę ich wydalenia, co skłoniło funkcjonariuszy do przerwania milczenia i ujawnienia skali nadużyć w sercu Warszawy.
Komenda Stołeczna zapowiada czystki
Reakcja góry była natychmiastowa. Komendant Stołeczny Policji polecił Wydziałowi Kontroli wszczęcie czynności wyjaśniających. Jak przekazał rzecznik KSP podkom. Jacek Wiśniewski, priorytetem jest „szczegółowa oraz obiektywna weryfikacja wszystkich informacji”.
Sprawa jest o tyle poważna, że autorzy raportu zabezpieczyli dziesiątki wiadomości i dowodów wpłat, które mogą potwierdzić ich wersję wydarzeń. Jeśli zarzuty o wykorzystywaniu służbowego sprzętu i czasu do prywatnych celów oraz organizowaniu libacji się potwierdzą, warszawską policję czeka personalne trzęsienie ziemi.
Piotr Gebert
