„Lew”, „Gepard” i „Jaguar” – to nie lista egzotycznych drapieżników, a nazwy jednostek, które od czwartku toczą ciężką walkę z lodem na Zbiorniku Włocławskim. Sześć lodołamaczy kruszy pokrywę lodową, która miejscami osiąga aż 40 cm grubości. Celem tej prewencyjnej akcji jest udrożnienie Wisły przed nadejściem prognozowanej odwilży i ochrona mieszkańców Płocka przed powodzią zatorową.
Sytuacja jest dynamiczna. Po czwartkowym rozpoczęciu akcji i wtorkowym rekonesansie jednostek „Orkan” i „Lew”, służby potwierdziły, że zlodowacenie rzeki jest na tyle poważne, iż bez interwencji ciężkiego sprzętu ryzyko spiętrzenia wody byłoby ogromne.
Taktyka walki z lodem: Liniowe i czołowe
Działania na Wiśle są precyzyjnie zaplanowane, a flota podzielona jest na dwie grupy o różnych zadaniach. Lodołamacze czołowe „Lew”, „Gepard”, „Niedźwiedź” i „Bawół” mają za zadanie wykuwanie głównej rynny w lodzie. Przebijają się od stopnia wodnego we Włocławku w górę rzeki. Natomiast lodołamacze liniowe „Sokół” i „Jaguar” podążają za jednostkami czołowymi, rozdrabniając skruszoną krę na mniejsze fragmenty, tak aby mogła ona swobodnie spłynąć przez zaporę.
Zgodnie z planem, w niedzielę flota ma dotrzeć do Płocka, co pozwoli na bezpieczne odprowadzenie lodu z okolic miasta, które szczególnie ucierpiało podczas pamiętnej powodzi zatorowej w 2021 roku.
Stan gotowości do marca
Wody Polskie utrzymują w bazie we Włocławku łącznie osiem jednostek (sześć podstawowych i dwie rezerwowe). Dyżur lodowy potrwa co najmniej do końca marca. Służby monitorują sytuację 24 godziny na dobę, pamiętając o zdarzeniach sprzed pięciu lat, kiedy to zatory lodowe w rejonie Kępy Polskiej i Dobrzykowa wymusiły ewakuację mieszkańców oraz zagroziły ujęciom wody dla Orlenu.
Wojewoda Mazowiecki oraz służby hydrologiczne podkreślają, że akcja ma charakter prewencyjny – lepiej rozbić lód teraz, gdy jest on jeszcze stabilny, niż walczyć z niekontrolowanym zatorem w trakcie gwałtownego przyboru wody.
Edyta Karys
