Miała być nowoczesna sieć, bezdotykowe mycie muszli i standard na miarę zachodnich metropolii. Tymczasem marzec 2026 roku przynosi gorzkie podsumowanie: warszawski program Automatycznych Toalet Miejskich (ATM) po dziesięciu latach od hucznych zapowiedzi wciąż jest w powijakach.
Podczas gdy urzędnicy przerzucają się odpowiedzialnością, koszt postawienia jednego obiektu drastycznie poszybował w górę, osiągając absurdalne kwoty.
Wielka wizja, która nie wypaliła
Wszystko zaczęło się w 2016 roku. Ówczesne władze Warszawy roztaczały wizję budowy 50 ultranowoczesnych toalet w dwa lata. Projekt dopracowany przez architektów miał cieszyć oko owalnym kształtem i kolorowymi kaflami. W środku planowano luksusy: podgrzewane podłogi, przewijaki dla niemowląt i pełną automatykę.
Dziś, dziesięć lat później, radna Marta Szczepańska w swojej interpelacji do prezydenta Rafała Trzaskowskiego wytyka miastu bolesną prawdę: tempo inwestycji jest dramatyczne, a spójny system po prostu nie istnieje.
Brak dostępu do podstawowych standardów higienicznych sprawia, że miasto jest mniej dostępne, a mieszkańcy czują się upokorzeni
– alarmuje radna.
Pułapka finansowa: 800 tysięcy za jedną kabinę
Jednym z najbardziej szokujących aspektów „szaletowego problemu” są koszty. Z danych przytoczonych w interpelacji wynika, że średni koszt postawienia jednej w pełni zautomatyzowanej toalety w stolicy niemal podwoił się w ciągu ostatnich pięciu lat z ok. 400 tys. zł w 20220 roku do 800 tys. zł. w 2025 i 2026.
Tak drastyczne podwyżki sprawiają, że projekty zgłaszane przez mieszkańców w ramach Budżetu Obywatelskiego są masowo odrzucane, bo zwyczajnie nie mieszczą się w limitach finansowych dzielnic. To tworzy błędne koło: mieszkańcy proszą o toalety, miasto mówi „za drogo”, a problem sanitarny na ulicach narasta.
Toaleta to nie luksus, to infrastruktura
Eksperci i radni podkreślają, że czas przestać traktować toalety jako wyposażenie parków. WC powinno być integralnym elementem węzłów przesiadkowych, stacji metra i głównych ulic handlowych. Jest to kluczowe dla seniorów, osób z niepełnosprawnościami oraz tysięcy kurierów czy kierowców, dla których miasto jest miejscem pracy.
Obecnie odpowiedzialność za toalety jest rozproszona między różne jednostki miejskie i dzielnice, co sprzyja chaosowi. Pojawia się więc postulat powołania jednej, wyspecjalizowanej jednostki, która przejęłaby pełną kontrolę nad siecią ATM – od budowy po serwis.
Czy powstanie stały fundusz?
Radna Szczepańska pyta prezydenta o możliwość utworzenia stałego funduszu celowego na modernizację sieci sanitarnej. Bez centralnego planowania Warszawa pozostanie miastem „przypadkowych szaletów”, gdzie znalezienie otwartej toalety przy głównej arterii graniczy z cudem. Czy po dekadzie obietnic stolica wreszcie upora się z tym wstydliwym problemem?
Marek Piotrowski
