Rutynowy kurs nocnego autobusu zamienił się w sceny rodem z najgorszego filmu grozy. 34-letni pijany agresor, któremu kierowca odważył się zwrócić uwagę, wpadł w morderczy szał. Szarpał pracownika komunikacji za włosy, zniszczył mu okulary i ryczał prosto w twarz, że go zabije! Tylko błyskawiczna interwencja policji zapobiegła tragedii.
Zaczęło się od uwagi, skończyło na agresji
Wszystko wydarzyło się kilka dni temu pod osłoną nocy. Do pojazdu wtoczył się mężczyzna, który miał wyraźne problemy z utrzymaniem pionu. Gdy kierowca, dbając o bezpieczeństwo pozostałych pasażerów, zwrócił mu uwagę, w 34-latku coś pękło. W jednej chwili spokojny dotąd autobus stał się areną brutalnego ataku.
Wyzywał kierowcę najgorszymi rynsztokowymi słowami. Pociągnął go z całej siły za włosy, a potem doszło do szarpaniny. Zniszczył mu okulary, bez których ten człowiek nie mógł przecież dalej prowadzić!
– relacjonuje podinspektor Elwira Kozłowska z bielańskiej policji.
Świadkowie: „Ten człowiek miał obłęd w oczach!”
Pasażerowie, którzy tej nocy wracali do domów, do dziś nie mogą dojść do siebie. W autobusie wybuchła panika.
To było straszne. Ten facet darł się na całe gardło, że go załatwi, że go zabije. Kierowca zachował zimną krew, ale widziałem, że był przerażony. Kto by nie był, gdyby pijany dryblas groził mu śmiercią prosto w oczy?
– mówi nam pan Andrzej, który siedział tuż za kabiną.
Inna pasażerka, pani Maria, dodaje z goryczą:
Strach teraz jeździć nocnymi. Kierowcy są zostawieni sami sobie. Ten biedny człowiek tylko wykonywał swoją pracę, a skończył z pociętą twarzą i zniszczonymi okularami. Powinni go zamknąć na lata!
Furiat prosto z autobusu trafił za kraty
Na miejsce błyskawicznie przyjechali mundurowi z Żoliborza. Agresor nie miał już tyle odwagi, gdy zobaczył policyjne mundury. Został skuty i przewieziony prosto do celi, gdzie musiał wytrzeźwieć, zanim usłyszał zarzuty.
Lista przewinień 34-latka jest długa: znieważenie funkcjonariusza publicznego tj. kierowcy podczas pracy, groźby karalne pozbawienia życia, a także zniszczenie mienia.
Kierowcy mają dość: „Jesteśmy mięsem armatnim”
Środowisko warszawskich kierowców huczy od komentarzy.
Dziś okulary, jutro nóż. Jesteśmy traktowani jak worki treningowe dla pijanych pasażerów
– mówi jeden z kolegów poszkodowanego. Sprawą zajmuje się Prokuratura Rejonowa Warszawa Żoliborz, a agresorowi grozi teraz nawet 5 lat za kratami.
Marta Grasegger
