To koniec izolacji dla byłego dowódcy z Piaseczna. Marcin J., podejrzany o brutalny atak na młodą funkcjonariuszkę, opuszcza areszt tymczasowy. Prokuratura Okręgowa w Warszawie właśnie zmieniła zdanie, a powodem są nowe, zaskakujące ustalenia śledczych. Okazuje się, że dotychczasowy obraz zdarzeń, który zszokował opinię publiczną, może znacząco odbiegać od prawdy.
Kluczowi świadkowie przesłuchani
Decyzja o uchyleniu aresztu zapadła po przeprowadzeniu szeregu czynności dowodowych. Prokuratura przesłuchała 28 świadków, w tym 6 osób dwukrotnie. Według śledczych przesłuchanie wszystkich osób kluczowych dla postępowania sprawiło, że ustała obawa matactwa, która była podstawą izolacji podejrzanego od 5 stycznia.
Referent sprawy uznał, iż ustały przesłanki szczególne stosowania tymczasowego aresztowania dla zabezpieczenia prawidłowego toku śledztwa i wystarczającym środkiem zapobiegawczym będzie zastosowanie w stosunku do Marcina J. środków wolnościowych
– przekazał prokurator Piotr Antoni Skiba, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie.
30 tysięcy złotych poręczenia i dozór
Marcin J. nie pozostanie jednak bez nadzoru. Prokurator zastosował wobec niego poręczenie majątkowe w wysokości 30 tysięcy złotych oraz dozór policyjny. Podejrzany ma obowiązek stawiać się w komendzie raz w tygodniu. Otrzymał również zakaz opuszczania kraju oraz bezwzględny zakaz kontaktowania się z pokrzywdzoną funkcjonariuszką i świadkami występującymi w sprawie.
Przypomnijmy, że wcześniej Sąd Okręgowy w Warszawie utrzymywał areszt w mocy, argumentując to obawą nakłaniania innych osób do składania fałszywych zeznań oraz surową karą, jaka grozi za zarzucany czyn.
Czekają na dane z nośników informatycznych
Obecnie śledztwo koncentruje się na analizie dowodów cyfrowych. Prokuratura czeka na wyniki oględzin nośników informatycznych, które mają mieć istotne znaczenie dla końcowej oceny zdarzenia. Co istotne, rzecznik prokuratury podkreślił, że zweryfikowany materiał dowodowy rzuca nowe światło na sprawę.
Materiał dowodowy został przez prokuratora zweryfikowany i nie potwierdza takiego przebiegu i okoliczności zdarzenia objętego śledztwem jak przedstawiały to niektóre media bezpośrednio po zdarzeniu
– wskazał prokurator Skiba.
Do zdarzenia miało dojść 3 stycznia na terenie warszawskiego oddziału prewencji policji w Piasecznie. Podejrzany, będący wówczas dowódcą kompanii, miał być pod wpływem alkoholu. Po wybuchu skandalu Komendant Stołeczny Policji wszczął procedurę zwolnienia funkcjonariusza ze służby. Za czyn z art. 197 Kodeksu karnego Marcinowi J. grozi od 2 do 15 lat pozbawienia wolności.
Edyta Karys
