Rutynowy zabieg nastawienia barku zakończył się tragicznie dla 45-letniego mieszkańca Pionek, który po trzech tygodniach od wizyty na radomskim SOR-ze zmarł. Prokuratura bada wstrząsające doniesienia o podaniu znieczulenia ogólnego bez obecności anestezjologa i braku monitoringu funkcji życiowych.
Sytuacja jest wyjątkowo trudna dla śledczych, ponieważ ciało mężczyzny zostało skremowane przed zawiadomieniem organów ścigania.
Rutynowy zabieg na SOR-ze zakończony reanimacją
Dramat rozegrał się w Mazowieckim Szpitalu Specjalistycznym w Radomiu, gdzie 45-latek zgłosił się ze zwichniętym barkiem. Według nieoficjalnych informacji, prosty zabieg medyczny zamienił się w walkę o życie po tym, jak lekarz dyżurny podjął decyzję o samodzielnym podaniu pacjentowi leków znieczulających. Z doniesień wynika, że medyk nie wezwał anestezjologa i nie podłączył chorego do aparatury monitorującej krążenie oraz oddech.
Po upływie około dwudziestu minut personel miał zorientować się, że pacjent przestał oddychać. Rozpoczęto dramatyczną reanimację, w trakcie której wykonano tracheotomię, by przywrócić dopływ tlenu. Choć funkcje życiowe wróciły, mężczyzna nigdy nie odzyskał przytomności i w stanie ciężkim trafił na Oddział Intensywnej Terapii.
Anonim od ratowników i rzekome groźby lekarza
Sprawa wyszła na jaw dzięki determinacji pracowników szpitala, którzy wysłali anonimowe zgłoszenie do prokuratury. Autorzy pisma, podpisujący się jako ratownicy medyczni z radomskiego SOR-u, alarmowali o nieprawidłowościach jeszcze w czasie, gdy pacjent żył. Z treści zawiadomienia wyłania się obraz nie tylko błędu medycznego, ale i próby jego zatuszowania.
Jak przekazał szef Prokuratury Rejonowej Radom-Wschód Cezary Ołtarzewski, w piśmie wskazano, że lekarz miał grozić innym członkom personelu medycznego, że jeżeli informacja o tym, co wydarzyło się w szpitalu, zostanie gdzieś przekazana, on doprowadzi do zwolnienia ich z pracy. Śledczy traktują te doniesienia priorytetowo i zamierzają przesłuchać wszystkich świadków zdarzenia.
Brak sekcji zwłok utrudni śledztwo w Radomiu
Pacjent, po pobycie na OIOM-ie i oddziale wewnętrznym, został przewieziony do ośrodka w Legionowie, gdzie zmarł na początku lutego. Niestety, prokuratura w Legionowie nie została poinformowana o zgonie w okolicznościach mogących budzić podejrzenia, przez co ciało wydano rodzinie bez sekcji. Zwłoki zostały skremowane, co bezpowrotnie zamknęło drogę do bezpośredniego ustalenia przyczyny śmierci przez biegłych patomorfologów.
Obecnie śledztwo prowadzone jest w kierunku nieumyślnego doprowadzenia do zgonu oraz narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia, za co grozi kara do pięciu lat więzienia. Prokuratura zabezpiecza dokumentację medyczną, by odtworzyć przebieg leczenia i sprawdzić, jakie konkretnie środki podano mężczyźnie. Szpital w Radomiu odmawia komentarza do czasu zakończenia wewnętrznego postępowania wyjaśniającego.
Magda Wydra
