Koniec z nocnymi wyprawami na stacje paliw czy do całodobowych monopolowych po piwo i wódkę. Warszawski ratusz podjął bezwzględną decyzję, która już za dwa tygodnie zmieni nocne życie stolicy nie do poznania. Od 1 czerwca 2026 roku w całej Warszawie zaczyna obowiązywać całkowity, nocny zakaz sprzedaży alkoholu w sklepach, dyskontach i na stacjach benzynowych.
Pilotażowy program, który testowano na Śródmieściu i Pradze-Północ, według urzędników okazał się gigantycznym sukcesem, dlatego prezydent Rafał Trzaskowski rozszerza prohibicję na absolutnie wszystkie dzielnice. Kto po zmroku zatęskni za procentami, temu zostaną już tylko drogie bary i restauracje.
Policja i burmistrzowie świętują: „W końcu jest spokojniej!”
Nocny szlaban na alkohol to nie przypadek, a efekt kilkumiesięcznego eksperymentu w najbardziej rozrywkowych i niebezpiecznych rejonach Warszawy. Służby mundurowe oraz władze dzielnic, które jako pierwsze wprowadziły ograniczenia, pękają z dumy i pokazują twarde dane.
Na dzień dzisiejszy mogę powiedzieć, że jest na pewno mniej interwencji, mniej zgłoszeń i jest spokojniej w dzielnicy. Mam nadzieję, że za dwa tygodnie się też uspokoi i będzie bardziej pozytywnie
– zaciera ręce Gabriela Szustek, burmistrz Pragi-Północ.
Mniej rozbitych butelek, awantur pod oknami i pijackich ryków na chodnikach potwierdza też Komenda Stołeczna Policji. Mundurowi od razu wysyłają jasny i twardy komunikat do wszystkich właścicieli sklepów, którzy chcieliby po cichu handlować spod lady po godzinie policyjnej. Kara będzie natychmiastowa i bolesna.
Przede wszystkim to są konsekwencje wynikające z ustawy o przeciwdziałaniu alkoholizmowi i wychowaniu w trzeźwości. Taka osoba może również utracić koncesję na sprzedaż alkoholu
– ostrzega młodszy aspirant Bartłomiej Śniadała z KSP.
Mieszkańcy chcą spokoju – Szembeka pod specjalnym nadzorem
Większość zmęczonych nocnym hałasem warszawiaków murem stanęła za nowymi przepisami. Jako idealny przykład miejsca, gdzie nocne libacje niszczyły ludziom życie, wskazują m.in. słynny Plac Szembeka na Pradze-Południe. Tamtejsi urzędnicy już teraz postawili na ostre kontrole i nie zamierzają czekać bezczynnie do czerwca.
Cały czas jest urząd dzielnicy w kontakcie z policją i strażą miejską. Dzięki temu jest większa ilość patroli tych służb na tym terenie
– tłumaczy Michał Szweycer, urzędnik z Pragi-Południe.
Meliny ożyją na nowo? Sceptycy wieszczą fiasko
Choć oficjalne komunikaty ratusza ociekają optymizmem, na ulicach Warszawy nie brakuje sceptyków i starych wyjadaczy, którzy wprost wieszczą porażkę nowych przepisów. Przypominają oni, że Polak potrafi i przy poprzednich próbach ograniczania handlu, alkohol i tak lał się strumieniami.
W internecie już huczy od teorii, jak właściciele nocnych monopoli zamierzają omijać prawo – od fikcyjnego rejestrowania sklepów jako „kluby z cateringiem”, przez „wypożyczalnie” butelek, aż po powrót klasycznych, nielegalnych melin meldunkowych i dowozu wódki przez szemrane taksówki. Tym razem jednak straż miejska i policja zapowiadają bezwzględną wojnę z cwaniactwem i masowe naloty na podejrzane punkty tuż po wejściu w życie czerwcowego zakazu.
Marek Piotrowski
