Dramatyczne sceny na rzece Wkrze! Potężny, 300-metrowy zator lodowy, który jeszcze wczoraj paraliżował Kosewko, ruszył w dół rzeki i niebezpiecznie zbliża się do mostu w Pomiechówku. W niedzielę rano w trybie pilnym zebrał się sztab kryzysowy z udziałem szefa MSWiA Marcina Kierwińskiego oraz wojewody mazowieckiego, by opanować żywioł, który zdążył już zalać plaże i nieużytki w rejonie Jońca.
Lodowa barykada pod mostem: Joniec pod wodą
Natura pokazała pazury w miejscowości Joniec, gdzie spiętrzony lód zablokował koryto rzeki. W efekcie, woda błyskawicznie wystąpiła z brzegów, zatapiając lokalną plażę, tereny przy wypożyczalni kajaków oraz okoliczne nieużytki. Choć sytuacja wyglądała groźnie, strażacy uspokajają, że woda znalazła już ujście pod mostem i przestała się piętrzyć.
Sytuacja na Wkrze jest stabilna i pod pełną kontrolą służb. Obserwujemy tendencję zniżkową
– zakomunikował minister Marcin Kierwiński po posiedzeniu sztabu w Pomiechówku. Zastępca komendanta PSP w Płońsku, mł. bryg. Janusz Majewski, potwierdził, że w ciągu ostatnich godzin poziom rzeki opadł o około 10 centymetrów, co daje nadzieję na szybkie zażegnanie kryzysu.
Drony w akcji i zakaz wchodzenia na rzekę
Służby nie lekceważą jednak zagrożenia. Państwowa i Ochotnicza Straż Pożarna wykorzystują najnowocześniejszy sprzęt, w tym drony, do monitorowania zatorów z powietrza. Strażacy sprawdzili już koryto rzeki na ogromnym odcinku, aż od Bolęcina. Choć obecnie nie ma potrzeby ewakuacji mieszkańców, służby apelują o skrajną ostrożność.
Nie należy zbliżać się do zatorów ani wchodzić na lód – może być niestabilny, a kry mogą przemieszczać się gwałtownie
– ostrzegają urzędnicy Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego. Każdy sygnał o nagłym wzroście wody powinien być natychmiast zgłaszany pod numer alarmowy 112.
Czy domy są bezpieczne?
Mimo że jeszcze kilka dni temu woda zagrażała posesjom w powiecie nowodworskim, niedzielne meldunki są optymistyczne. Obecnie zator przemieszcza się siłami natury w dół rzeki, a budynki mieszkalne nie są bezpośrednio zagrożone. Strażacy wciąż jednak wypompowują wodę z lokalnych rozlewisk i udrażniają rowy melioracyjne, by zapobiec ponownym podtopieniom podczas postępujących roztopów.
Sytuacja jest dynamiczna, bo zator o długości blisko trzech boisk piłkarskich. Służby pozostają w pełnej gotowości, by reagować w sekundę po zauważeniu jakiegokolwiek zatoru przy tamtejszym moście.
Ewa Sztechman
