To koniec nocnych wypraw po „procenty” do sklepu za rogiem czy na stację benzynową! Rada Warszawy podjęła historyczną decyzję: od 1 czerwca w całej stolicy w godzinach od 22:00 do 6:00 rano nie da się już kupić ani kropli alkoholu w placówkach handlowych.
Głosowanie było niemal jednogłośne – 57 radnych było za, tylko dwóch przeciw. Czy to początek „bezpieczniejszego miasta”, czy zamach na nocną wolność Warszawiaków? Głosy są podzielone.
Długi marsz do prohibicji
Jeszcze kilka miesięcy temu pomysł ruchu Miasto Jest Nasze był wyśmiewany. Radni KO porównywali go nawet do praktyk rodem z czasów komunistycznych! Dziś sytuacja obróciła się o 180 stopni.
Racjonalne argumenty i nauka wygrały
– triumfuje Jan Mencwel z MJN.
Prezydent Rafał Trzaskowski, który początkowo był sceptyczny, przeszedł drogę od pełnego zakazu, przez pilotaż na Śródmieściu i Pradze-Północ, aż po dzisiejsze, totalne rozwiązanie obejmujące całe miasto.
Co się zmienia od 1 czerwca?
Zasady są brutalnie proste. Jeśli uchwała przejdzie przez sito kontroli wojewody, po 22:00 nie kupi się już alkoholu w żadnym sklepie – nawet w „Żabce”, ani nawet na stacji paliw. Wyjątkiem będą bary, restauracje i lotniskowa strefa wolnocłowa na Okęciu.
Wszystkie 18 rad dzielnic dało temu pomysłowi „zielone światło”. Nawet mieszkańcy peryferii, którzy do tej pory mniej odczuwali skutki nocnego handlu alkoholem, uznali, że porządek w mieście jest ważniejszy niż łatwy dostęp do trunków.
Bezpieczeństwo czy zamach na biznes?
Zwolennicy zakazu obiecują, że dzięki tej decyzji policja i straż miejska będą miały mniej pracy, a mieszkańcy w końcu wyśpią się w spokoju, bez odgłosów nocnych awantur pod oknami. Przeciwnicy ostrzegają jednak, że to cios w mały handel, który będzie musiał zmierzyć się z drastycznym spadkiem dochodów, a nocny handel po prostu przeniesie się do gastronomii, gdzie ceny są znacznie wyższe.
Czy Warszawa od 1 czerwca faktycznie stanie się spokojniejszą stolicą? Jedno jest pewne – nocne życie miasta przejdzie jedną z największych transformacji ostatnich dekad. Jeśli wojewoda nie wstrzyma uchwały, po piwo do sklepu pójdziemy najpóźniej przed 22:00.
Marta Grasegger
