Stołeczni ornitolodzy przecierają oczy ze zdumienia, a szkoccy obserwatorzy ptaków sprawdzają swoje systemy po kilka razy, bo to się po prostu nie mieści w głowie. Kolorowa kaczka mandarynka, którą warszawiacy doskonale znają z leniwego pływania po stawach w Łazienkach Królewskich czy na Skaryszaku, dokonała niemożliwego. Samiec zaobrączkowany w Warszawie odpalił skrzydła, zostawił Mazowsze daleko w tyle i wylądował w… Szkocji!
Tym samym, pokonał morderczy, transkontynentalny dystans ponad 1600 kilometrów. Tak potężnego wyczynu tego gatunku nie odnotowano jeszcze nigdy w historii polskiej przyrody.
To stary znajomy z Parku Skaryszewskiego
Niewiarygodny rajd warszawskiego kaczora wyszedł na jaw całkowicie przypadkowo. Szkoccy fani birdwatchingu zauważyli na swoim terenie niezwykle barwnego, wręcz egzotycznego ptaka, który na nodze miał aluminiową obrączkę. Po nitce do kłębka informacje trafiły do Polski.
Gdy naukowcy sprawdzili numery w bazie danych, przeżyli prawdziwy szok. Rekordzista to stuprocentowy warszawiak! Został zaobrączkowany w 2018 roku w Parku Skaryszewskim i od ośmiu lat żył całkowicie dziko w miejskiej dżungli. Dotychczas stołeczne mandarynki meldowały się na Litwie, w Niemczech, a najdalej pod Helsinkami w Finlandii. Jednak lot na wyspy brytyjskie to absolutny kosmos, który wywraca do góry nogami dotychczasową wiedzę o tym gatunku w Europie.
Mandarynki podbijają stolicę, ale kaczory uciekają
Historia warszawskich mandarynek brzmi jak gotowy scenariusz na film. Wszystko zaczęło się na początku lat 2000, kiedy kilka sztuk uciekło z prywatnych hodowli i znalazło azyl w Łazienkach Królewskich. Ptaki z dalekiej Azji nie tylko przetrwały, ale stworzyły potężną i stabilną populację. Dziś zimą na warszawskich stawach zimuje nawet 300 osobników, a warszawiacy masowo dokarmiają te żywe, kolorowe ozdoby miasta.
Dlaczego więc ptak, który w Warszawie miał darmowy wikt, status lokalnego celebryty i idealne warunki, nagle zaryzykował życie i ruszył w tak ekstremalną trasę? Badacze wskazują na bardzo przyziemny, biologiczny powód. W warszawskiej populacji mandarynek panuje… drastyczny deficyt samic! Samców rodzi się znacznie więcej, dlatego zdesperowane kaczory muszą ruszać w daleki świat, by szukać partnerek do lęgów i walczyć o nowe, wolne terytoria na północy kontynentu.
Egzotyczna ciekawostka z warszawskich parków właśnie stała się jednym z najbardziej fascynujących podróżników w Europie. Strach pomyśleć, gdzie nasi skrzydlaci uciekinierzy wylądują następnym razem!
Piotr Zych
