To był czarny poniedziałek dla tysięcy pasażerów z Otwocka, Józefowa i Wawra! Pierwszy dzień roboczy po całkowitym wstrzymaniu ruchu pociągów zamienił się w prawdziwą walkę o przetrwanie. Choć rano wydawało się, że „jakoś to będzie”, popołudniowy szczyt obnażył brutalną prawdę: autobusy pękają w szwach, a ludzie kłębią się na przystankach, nie mogąc wejść do środka.
Dla mnie to jest absolutna granda, bo traktują nas jak jakieś bydło, a nie ludzi!
– mówili reporterowi Portalu Mazowieckiego pasażerowie.
Szczyt grozy w Wawrze
To był czarny poniedziałek dla każdego, kto musiał dostać się z Otwocka do stolicy. Rozpoczęta właśnie wielka rozbudowa torowiska wycięła pociągi z rozkładu na najbliższe dwa tygodnie, zostawiając pasażerów na łasce zastępczej komunikacji, która w popołudniowym szczycie po prostu poległa.
Reporterzy Portalu Mazowieckiego widzieli w Wawrze tłumy wysiadające z nielicznych pociągów kończących bieg, które były tak mocno wypełnione, że ludzie fizycznie nie mieścili się na wąskich przystankach autobusowych.
Każdy podjeżdżający pojazd linii ZS1 był natychmiast szturmowany przez zdesperowany tłum, a walka o wejście do środka przypominała najbardziej dramatyczne relacje z ogarniętych chaosem metropolii.
Skandaliczne warunki dla pasażerów
Podróżni nie kryją furii zwłaszcza z powodu taboru, jaki przygotowały Koleje Mazowieckie do spółki z ZTM. Zamiast nowoczesnych i niskopodłogowych autobusów miejskich na trasę wyjechały wysokie autokary turystyczne od prywatnych przewoźników. Każdy pojazd jest z innej parafii, różnią się kolorami i markami, a jedynym wspólnym mianownikiem jest skromna tabliczka za szybą.
Dla osób o ograniczonej sprawności ruchowej to bariera niemal nie do przebicia, która zmusza ich do czekania na kolejne kursy w nadziei na lepszy wóz. W tym samym czasie ulica Patriotów utonęła w gigantycznych korkach, co sprawiło, że przejazd trwał dwa razy dłużej niż zwykle.
Nawet alternatywne połączenia przeżywały w poniedziałek prawdziwe oblężenie. Kultowa linia 521 dojeżdżająca do Falenicy była tak nabita, że znalezienie wolnego miejsca siedzącego graniczyło z cudem już na początkowych przystankach.
Długa droga do normalności
Pasażerowie muszą uzbroić się w anielską cierpliwość i stalowe nerwy, ponieważ ten komunikacyjny koszmar potrwa co najmniej do 26 kwietnia.
Do tego czasu każda próba powrotu z pracy do Otwocka czy Józefowa będzie przypominała wyprawę w nieznane. Dodatkowym utrudnieniem jest konieczność ręcznego opisywania biletów kartonikowych datą i godziną, jeśli w zastępczym autobusie brakuje kasownika. Każdy błąd może zakończyć się bezlitosnym mandatem, co tylko potęguje frustrację ludzi, którzy i tak zostali pozbawieni normalnego dojazdu do domów.
Marek Piotrowski
