To koniec jednej z najmroczniejszych legend współczesnej Warszawy. Trzy bloki, które miały być szansą na nowy start, a stały się synonimem społecznej katastrofy, zostaną zrównane z ziemią. Praska Dudziarska, czyli osiedle-widmo, otoczone torami kolejowymi, aresztem i spalarnią śmieci – po latach straszenia pustymi oknami wkrótce zniknie z mapy stolicy.
Decyzja zapadła: Zarząd Pragi-Południe dał zielone światło na rozbiórkę. Zakład Gospodarowania Nieruchomościami szykuje już przetarg, by ostatecznie pogrzebać nieudany projekt z lat 90.
Bloki pośrodku niczego
Idea była prosta i jak się okazało, bardzo okrutna. W połowie lat 90. postawiono trzy bloki dla osób z wyrokami eksmisyjnymi. Mało udana była lokalizacja ttalne odludzie, odcięte od sklepów, szkół i normalnej komunikacji.
Założenie urzędników było cyniczne: warunki miały być na tyle trudne, by mieszkańcy „wzięli się w garść” i jak najszybciej chcieli się stąd wyprowadzić. Zamiast motywacji, stworzono jednak izolowane, przestępcze getto, w którym dorastały kolejne pokolenia skazane na wykluczenie.
6 lat czekania na wyrok
Ostatni lokatorzy opuścili Dudziarską pod koniec 2019 roku. Od tego czasu bloki niszczały, stając się rajem dla szabrowników i poszukiwaczy mocnych wrażeń. Dzielnica zwlekała z wyburzeniem aż 6 lat, licząc na to, że budynki uda się wydzierżawić.
Trwały negocjacje m.in. ze służbami mundurowymi, które chciały tam prowadzić ćwiczenia
– przyznaje Michał Szweycer z Urzędu Dzielnicy Praga-Południe.
Chętnych jednak zabrakło, a straszące pustostany generowały tylko koszty.
Miliony złotych za święty spokój
Koszt rozbiórki może przekroczyć milion złotych, ale miasto jest zdeterminowane. Co powstanie w miejscu „przeklętych” bloków? Radni mają już pierwsze pomysły na zagospodarowanie tego trudnego terenu. Robert Migas z Miasto Jest Nasze proponuje, aby stworzyć tam ogródki działkowe lub miejsce na uciążliwą infrastrukturę.
Koniec Dudziarskiej to symboliczne przyznanie się do błędu. Warszawa ostatecznie żegna się z pomysłem „resocjalizacji przez izolację”, zostawiając po nim jedynie kupę gruzu i wspomnienie o jednym z najbardziej nieudanych eksperymentów społecznych w historii Polski.
Piotr Zych
