Dramatyczna walka o życie rozegrała się w pociągu podmiejskim w warszawskiej Falenicy. Gdy 65-letni mężczyzna stracił przytomność, w wagonie wybuchła panika. Ludzie zamiast pomóc, uciekli w popłochu w kąty pociągu. Dopiero interwencja funkcjonariuszki straży miejskiej i młodej uczennicy pielęgniarstwa uratowała życie pasażera.
Bali się albo nie wiedzieli, co robić
Sceneria była jak z horroru. Wcześnie rano skład pociągu stanął na stacji, a z głośników popłynęło rozpaczliwe wezwanie kierownika pociągu o pomoc medyczną. Choć wagon był pełen ludzi, w przejściu, gdzie leżał nieprzytomny 65-latek, panowała przerażająca cisza.
Wszyscy wokół się rozstąpili, nikt nie reagował, prawdopodobnie ludzie się bali albo nie wiedzieli, co robić
– relacjonuje funkcjonariuszka straży miejskiej z oddziału na Starówce, która mimo bycia po pracy, natychmiast rzuciła się na pomoc.
Serce stawało dwukrotnie!
Działania były błyskawiczne. Gdy puls mężczyzny zanikł, strażniczka sięgnęła po defibrylator AED, a do walki dołączyła uczennica pielęgniarstwa oraz jeden z pasażerów. Urządzenie kilkakrotnie raziło 65-latka prądem, a ratownicy niestrudzenie masowali jego klatkę piersiową.
Choć po chwili 65-latek odzyskał świadomość i zdążył podać numer do żony, sytuacja pogorszyła się dramatycznie. Jego serce przestało bić po raz drugi. Ratujący nie odpuścili, prowadzili reanimację aż do momentu, gdy na miejscu pojawiło się pogotowie.
Pamiętaj: AED to nie magia!
Ta historia to bolesna lekcja dla nas wszystkich. Urządzenia AED są tak zaprojektowane, że może je obsłużyć każdy, wystarczy słuchać instrukcji głosowych. Czy naprawdę musimy czekać na obecność służb, by podjąć walkę o życie drugiego człowieka? Pasażerowie w Falenicy nie zdali egzaminu z człowieczeństwa, ale dzięki trójce bohaterów 65-latek dostał drugą szansę.
Marek Piotrowski
