Od 1 stycznia rachunki za prąd poszły w górę. A pamiętamy, jak kilka dni temu minister energii, najmniej doświadczony minister w historii polskiego parlamentaryzmu, Miłosz Motyka twierdził: „wzrost zależy od zużycia”!
Od wczoraj płacimy więcej za prąd, i to nie przez to, że zużywamy go więcej, jak nam wmawiał Motyka. Nie. Z dniem 31 grudnia wygasło mrożenie cen energii elektrycznej na poziomie 500 zł za MWh dla gospodarstw domowych wprowadzone cztery lata temu przez rząd PiS. Od 1 stycznia wzrosła część dystrybucyjna rachunku, obejmująca opłaty sieciowe oraz inne składniki, takie jak opłata kogeneracyjna, mocowa, OZE i jakościowa, czyli coś co z używaniem przez odbiorcę energii nie ma nic wspólnego. Niedawno Prezes Urzędu Regulacji Energetyki zatwierdził taryfy dystrybucyjne na przyszły rok dla pięciu największych operatorów systemów dystrybucyjnych.
Średni wzrost taryf dystrybucyjnych wyniesie 9,36 proc. w porównaniu z poziomami obowiązującymi w 2025 roku, natomiast łączne stawki opłat dystrybucyjnych wraz z dodatkowymi opłatami ujętymi na rachunkach gospodarstw domowych wzrosną przeciętnie o około 7,6 proc. I TYLE BĘDZIMY PŁACIĆ WIĘCEJ!
‼️ Prąd to nie luksus. To podstawa życia.
— Prawo i Sprawiedliwość (@pisorgpl) January 2, 2026
😡 A mimo to rząd Tuska znowu podnosi opłaty.
👉 Zostaw komentarz, jeśli masz dość tej drożyzny.#IdzieDrogiRok pic.twitter.com/LwtonTbfvi
Kiedy rząd Tuska przestanie ściemniać Polaków?
Źródło: media
