Warszawa zaciska pętlę na szyjach lokatorów mieszkań komunalnych! Choć ratusz mówi o standardowej procedurze, dla tysięcy rodzin to brutalne uderzenie po kieszeni. Wysokie koszty życia pożerają wynagrodzenia, a nawet oszczędności, tymczasem miasto wyciąga rękę po więcej. Stolica staje się miastem tylko dla bogaczy, a biedniejsi mają trafić na bruk!
„Zabiorą nam ostatni grosz na leki!”
Dla urzędników to tylko 3,6 proc. podwyżki. Dla pani Janiny, która od 40 lat mieszka w lokalu na Pradze, to być albo nie być. Kwota bazowa rośnie do 13,55 zł za metr. Wydaje się mało? Policzmy: za 60-metrowe mieszkanie trzeba będzie zapłacić ponad 800 zł samej bazy! A gdzie media? Gdzie prąd?
Lokatorzy są przerażeni. Pan Marek, który wynajmuje lokal komunalny od dekady, nie kryje wściekłości w rozmowie z Portalem Mazowieckim.
To jest rozbój w biały dzień! Miasto patrzy na tabelki, a nie na nasze portfele. Zarabiam uczciwie, ale po opłaceniu czynszu i jedzenia zostają mi grosze. Oni chcą, żebyśmy stąd uciekali do TBS-ów, ale tam czynsze są jeszcze gorsze. Kto tam pójdzie?
– powiedział nam.
Kolejna lokatorka, z którą rozmawialiśmy pod jednym z urzędów dzielnicy, dodaje przez łzy, że w efekcie wyższych czynszów, nie będzie mogła wykupić leków.
Czuję się, jakby miasto karało mnie za to, że jeszcze żyję. Każda taka podwyżka to jedna wykupiona recepta mniej w aptece. Słyszę, że to „atrakcyjne stawki”. Zapraszam tych ekspertów do przeżycia miesiąca za moją emeryturę!
– powiedziała nam.
Eksperci wyliczają, ekonomiści ostrzegają
Choć Marcin Drogomirecki, ekspert rynku nieruchomości, przypomina, że ceny komunalne to wciąż ułamek tego, co trzeba płacić na wolnym rynku (nawet 90 zł za metr!), to dla najuboższych te wyliczenia nie mają znaczenia. Andrzej Sadowski z Centrum im. Adama Smitha stawia sprawę jasno: część mieszkańców żyje na granicy minimum socjalnego i każda podwyżka to dla nich tragedia.
Ratusz próbuje gasić pożar obietnicami obniżek dla najuboższych, ale jednocześnie zmienia zasady gry. Teraz pierwszeństwo do komunałek mają mieć ci, którzy są dla miasta „ważni” tj. ratownicy medyczni czy pracownicy opieki społecznej. To szlachetne, ale co z tymi, którzy już tam mieszkają i nagle dowiadują się, że ich dochody są „za wysokie”.
W stolicy jest 80 tysięcy takich mieszkań. Dla 160 tysięcy ludzi to cały świat, który właśnie stał się o wiele droższy. Czy warszawski system komunalny pęknie pod naporem drożyzny?
Edyta Karys
