Ratusz bierze się za alkohol w stolicy i to nie po to, by go promować. Już podczas najbliższej sesji miejscy radni zdecydują, czy Warszawa przytnie liczbę zezwoleń na sprzedaż alkoholu. Oficjalnie chodzi o „dostosowanie do trendów”, a nieoficjalnie o to, gdzie i co dziś pije stolica. Efekt? Sklepy stracą setki koncesji, a bary i restauracje dostaną zielone światło na mocniejsze trunki.
Radni Warszawa zajmą się projektem uchwały, który może wywrócić dotychczasowy układ sił na rynku alkoholu. Dokument zakłada zmniejszenie łącznego limitu zezwoleń o 190. Ale diabeł, jak zwykle bywa w takich sprawach, tkwi w szczegółach.
Sklepy w dół, gastronomia w górę
Projekt przewiduje cięcie aż 310 zezwoleń w handlu detalicznym, czyli w sklepach. Jednocześnie gastronomia ma zyskać 120 nowych koncesji. W praktyce oznacza to jedno: mniej alkoholu „na wynos”, więcej – „do stolika”.
Część zezwoleń odebranych sklepom ma zostać przesunięta do restauracji i barów, głównie na sprzedaż alkoholi powyżej 4,5 proc. i powyżej 18 proc. To już nie piwo do meczu, tylko drinki, koktajle i mocniejsze klasyki.
Piwo wychodzi z mody, procenty wchodzą na salony
W uzasadnieniu uchwały urzędnicy nie kryją, że obserwują zmianę gustów warszawiaków. Lokale gastronomiczne coraz rzadziej opierają ofertę wyłącznie na piwie.
Maleje liczba lokali, w których sprzedawane i podawane jest wyłącznie piwo, natomiast wzrasta liczba lokali, w których podawany jest mocniejszy alkohol
– czytamy w projekcie.
Efekt? Restauratorzy masowo występują o nowe koncesje, bo drinki z mocnym alkoholem wymagają osobnego zezwolenia. A tych, według miasta, zaczyna brakować.
Alkohol znika ze sklepów? Liczby mówią same
Ratusz uspokaja: handel detaliczny i tak notuje spadki. Od 2022 roku liczba punktów sprzedaży alkoholu w sklepach systematycznie maleje: w 2022 roku było ich 3387, a pod koniec 2025 roku już tylko 3235. To 152 sklepy mniej w ciągu trzech lat. Co więcej, dostępne limity sklepowe nie są dziś w pełni wykorzystywane, więc – jak przekonują urzędnicy – ich przesunięcie do gastronomii nie uderzy w dochody miasta.
Miasto zmienia mapę alkoholu
Od połowy 2024 roku liczba wniosków z restauracji o koncesje na mocne alkohole przekroczyła obowiązujące limity. Sklepy nie chcą, bary chcą, a ratusz postanowił to uporządkować. Jeśli uchwała przejdzie, Warszawa oficjalnie postawi na alkohol „kontrolowany”, czyli pity przy stoliku, a nie wynoszony pod pachą. Jedni powiedzą: cywilizowanie miasta. Inni: cicha wojna z handlem detalicznym.
Jedno jest pewne, to nie jest kosmetyczna korekta. To zmiana filozofii. A jej skutki warszawiacy zobaczą szybciej, niż myślą.
Ewa Sztechman
