Miało być referendum, polityczne trzęsienie ziemi i przedterminowe odwołanie burmistrza. Skończyło się na rozczarowaniu, wzajemnych oskarżeniach i ostrych słowach. Inicjatywa odwołania burmistrza Konstancina-Jeziorny Michała Wiśniewskiego upadła, bo… zabrakło podpisów. A dokładniej – zabrakło ich po weryfikacji.
Komitet referendalny zebrał 2286 podpisów mieszkańców. Problem w tym, że aż 557 z nich uznano za nieważne. To oznaczało jedno: nie osiągnięto ustawowego minimum, a referendum nie może się odbyć.
Hucpa i podpalanie gminy
Burmistrz Michał Wiśniewski nie owijał w bawełnę. W mediach społecznościowych skomentował porażkę inicjatorów referendum bardzo ostro, sugerując, że mieszkańcy nie dali się wciągnąć w polityczną grę.
Mieszkańcy nie uwierzyli w dobre intencje osób stojących za tą szkodliwą i wprowadzającą ogrom złych emocji hucpą, mającą tylko skutek w destabilizacji gminy
– napisał.
Na tym jednak nie poprzestał. Po decyzji o odrzuceniu wniosku burmistrz uderzył w radnych Koalicji Obywatelskiej, którzy poparli referendum. Nazwał ich wprost „podpalaczami”, zarzucając im działanie na szkodę wizerunku Konstancina-Jeziorny.
Miesiącami mówili o współpracy, systematycznie planując w zaciszu swoich spotkań partyjnych podłożenie ognia
– ocenił Wiśniewski, domagając się publicznych przeprosin.
Społecznicy nie odpuszczają
Inicjatorzy referendum przedstawiają zupełnie inną narrację. Podkreślają, że niemal 2300 podpisów to i tak wyraźny sygnał społecznego niezadowolenia. Zapowiadają, że po zapoznaniu się z pełnymi danymi z weryfikacji podejmą decyzję co do dalszych kroków.
To ogromna liczba, która pokazuje, jak wielu z Państwa pragnie realnych zmian w naszej gminie
– napisano we wpisie opublikowanym na Facebooku.
Wśród inicjatorów referendum znaleźli się lokalni społecznicy, ale także osoby, które w 2024 roku przegrały wybory samorządowe z Michałem Wiśniewskim. Ten fakt od początku był jednym z głównych punktów sporu.
Konflikt trwa, referendum przepadło
Choć referendum nie dojdzie do skutku, konflikt w Konstancinie-Jeziornie daleki jest od zakończenia. Sprawa wpisuje się w trwający od miesięcy spór pomiędzy burmistrzem, częścią rady miejskiej oraz lokalnymi strukturami Platformy Obywatelskiej.
Sam burmistrz nie ma wątpliwości, że inicjatywa referendalna była elementem politycznej rozgrywki i próbą wywarcia presji na jego decyzje. Referendum przepadło, ale polityczne napięcie w uzdrowisku wciąż pozostaje wysokie.
Magda Wydra
