Biały gmach przy Marszałkowskiej miał być symbolem nowoczesności, ale dla jego pracowników stał się symbolem… chaosu i upokorzenia. Muzeum Sztuki Nowoczesnej właśnie w trybie pilnym zerwało współpracę z zewnętrzną firmą obsługującą publiczność. Powód? Porażające relacje o łamaniu praw pracowniczych, „łataniu” grafików i zwolnieniach wysyłanych przez internetowy komunikator!
O tym, co działo się za zamkniętymi drzwiami szatni i recepcji MSN, zaalarmowało Warszawskie Koło Młodych Inicjatywy Pracowniczej. Relacje osób dbających o komfort zwiedzających brzmią jak scenariusz z najgorszych lat polskiego kapitalizmu.
Pracownicy mieli być zatrudniani na kuriozalne trzy umowy o pracę na… 1/16 etatu, a resztę godzin „dopychano” umowami zlecenie. Od studentów wymagano pełnej dyspozycyjności, zmuszając ich do pracy przekraczającej 12 godzin dziennie bez należnego odpoczynku. Czy to jeszcze nowoczesna instytucja kultury, czy już fabryka wyzysku?
„Wyrzuceni przez komunikator”
Związkowcy nie zostawiają na firmie zewnętrznej suchej nitki. Brak pełnych szkoleń BHP, niejasne zasady urlopów i – co najbardziej bulwersuje – informowanie o zmianach warunków pracy czy zwolnieniach za pośrednictwem… aplikacji na telefonie. Większość ekipy miała dowiedzieć się o utracie pracy na tydzień przed wygaśnięciem umów.
Muzeum, pod presją faktów, wydało oświadczenie: umowa z firmą Klavo została rozwiązana.
Zgłaszane problemy dotyczyły niewłaściwej koordynacji grafików i czasu pracy oraz nieodpowiednich standardów komunikacji wewnętrznej. Nasze interwencje nie przyniosły efektów we wszystkich obszarach
– przyznała w TVN Józefina Bartyzel z MSN.
Dlaczego muzeum nie chce „swoich” pracowników?
Pytanie, które zadają sobie wszyscy: dlaczego potężna placówka, finansowana z publicznych pieniędzy, sama nie zatrudni szatniarzy, recepcjonistów czy opiekunów wystaw? Odpowiedź muzeum jest zdumiewająca: wszystkiemu winna jest frekwencja.
Liczba odwiedzających wzrosła ośmiokrotnie. Takiej zmienności w perspektywie tygodnia czy miesiąca mogła sprostać tylko wyspecjalizowana firma zewnętrzna
– tłumaczy przedstawicielka MSN.
Urzędnicy przekonują, że model „elastyczny” (czyt. zewnętrzny) jest najbardziej gospodarny. Problem w tym, że ta „gospodarność” odbiła się czkawką młodym ludziom, którzy zamiast opowiadać o sztuce, musieli walczyć o podstawowe prawa pracownicze.
Prezes firmy: „Wszystko było legalne”
Waldemar Chmiel, prezes wyrzuconej z muzeum firmy Klavo, odpiera zarzuty. Twierdzi, że decyzja o rozstaniu była „wspólna i merytoryczna”, a formy umów były dostosowane do… dyspozycyjności pracowników. Zaprzecza też brakowi szkoleń BHP i zapewnia, że nikt nie został zwolniony – umowy po prostu wygasły.
Kto mówi prawdę? Jedno jest pewne: od nowego roku MSN zapowiada „nowe rozwiązania”. Pytanie tylko, czy znów będzie to kolejna firma „specjalizująca się w elastyczności”, czy wreszcie godne warunki dla ludzi, którzy są twarzą kieleckiej i warszawskiej kultury.
Marta Grasegger
