Bunt wobec polityki prowadzonej przez Rafał Trzaskowski przestaje być wyłącznie głosem krytyków ratusza. Coraz częściej wątpliwości wobec miejskich „reform” słychać także wewnątrz samej Koalicji Obywatelskiej. Najnowszy przykład? Praga-Południe, gdzie rada dzielnicy oficjalnie zażądała zakazu zwężania ulic i likwidowania miejsc parkingowych.
Co szczególnie wymowne, za takim stanowiskiem głosowali również radni KO, czyli formacji, z której wywodzi się prezydent stolicy. To sygnał, że polityka transportowa ratusza zaczyna uwierać nawet jego własne zaplecze.
„Nie chcemy tego w naszej dzielnicy”
Jak informuje „Gazeta Wyborcza”, podczas wtorkowej sesji rady dzielnicy Praga-Południe, gdzie KO ma większość, radni zgłosili uwagi do projektu Strategii #Warszawa2040+. To dokument mający wyznaczyć kierunki rozwoju miasta na najbliższe 20 lat i zastąpić strategię #Warszawa2030, w ścisłym powiązaniu z Planem Ogólnym i hasłem „zrównoważonego rozwoju”.
Problem w tym, że dla wielu mieszkańców Warszawy owo „zrównoważenie” coraz częściej oznacza po prostu mniej miejsc parkingowych, więcej korków i rosnące utrudnienia w codziennym funkcjonowaniu miasta.
Rozumiemy, że jako radni Koalicji Obywatelskiej powinniśmy wspierać prezydenta, ale pomysł zwężania ulic jest po prostu absurdalny i nie chcemy tego w naszej dzielnicy
– mówił Portalowi Mazowieckiemu jeden z radnych podczas obrad.
Konkretne ulice, konkretne obawy
W przyjętym stanowisku rada dzielnicy wskazała konkretne ciągi komunikacyjne, które miałyby zostać objęte zakazem zwężania jezdni i ograniczania parkowania. Chodzi m.in. o aleję Waszyngtona, ulicę Ostrobramską, ulicę Grochowską, aleję Stanów Zjednoczonych oraz ulicę Fieldorfa.
Radni podkreślają, że są to trasy o znaczeniu strategicznym nie tylko dla Pragi-Południe, lecz dla całej prawobrzeżnej Warszawy. Ich zdaniem zwężanie ulic i likwidacja miejsc postojowych prowadzą do pogorszenia płynności ruchu, zwiększenia korków oraz przerzucania tranzytu na ulice lokalne, co uderza bezpośrednio w mieszkańców.
Coraz wyraźniej widać więc, że polityka ratusza, dotąd forsowana bez większego sprzeciwu, zaczyna pękać od środka. A bunt na zapleczu własnej formacji bywa dla polityka sygnałem szczególnie trudnym do zignorowania.
Robert Bagiński
