Pasażerowie linii otwockiej, trzymajcie się za portfele i rezerwujcie więcej czasu na sen! Kolejarze ogłosili właśnie harmonogram prac, który dla wielu brzmi jak wyrok. Od marca podróż do Warszawy stanie się ekstremalnym wyzwaniem.
Najpierw pociągi znikną całkowicie, a potem przez co najmniej rok będziemy świadkami walki o każdy centymetr w nielicznych składach.
Czarna data: 8 marca. Ruch całkowicie zamiera!
To nie będzie miły Dzień Kobiet dla dojeżdżających do stolicy. Właśnie 8 marca PKP całkowicie odcina odcinek Warszawa Wawer – Otwock. Przez dwa tygodnie na torach będzie panowała głucha cisza. Zamiast pociągów SKM i Kolei Mazowieckich, pasażerowie zostaną wtłoczeni do autobusów zastępczych.
Ale to dopiero początek kłopotów, bo prawdziwe schody zaczną się 23 marca, gdy ruch wróci… tylko na jednym torze.
Rok na jednym torze. Pociągi co godzinę?!
Od wiosny pasażerowie SKM mogą zapomnieć o dotychczasowej wygodzie. Większość składów Szybkiej Kolei Miejskiej skończy bieg na stacji Warszawa Wawer. Do Otwocka pociąg podjedzie zaledwie raz na godzinę!
Linia będzie funkcjonować jako jednotorowa z mijankami w Falenicy przez co najmniej rok. Planowane zakończenie głównych utrudnień to dopiero wiosna 2027 roku!
– wyjaśniają urzędnicy.
W godzinach szczytu na trasie Wawer – Otwock będą tylko trzy pociągi na godzinę. To oznacza jedno: gigantyczny ścisk i walkę o wejście do wagonu.
Wawer nowym „centrum przesiadkowym”
Stacja PKP Wawer stanie się komunikacyjnym pępkiem świata, czy tego chce, czy nie. Powstanie tam tymczasowa pętla autobusowa i dwa nowe perony. To tutaj pasażerowie będą musieli przesiadać się z pociągów kończących bieg do autobusów ZTM, które mają „ratować” sytuację.
Pocieszający może być jedynie fakt, że z torów znikną pociągi dalekobieżne (zostaną przekierowane przez Mińsk Mazowiecki), co sprawi, że szlabany na przejazdach kolejowych będą zamykane rzadziej.
Po co to wszystko?
Kolejarze obiecują, że po tej męczarni życie stanie się piękniejsze. Powstaną dwa dodatkowe tory, a czas przejazdu z Warszawy do Lublina skróci się do rekordowych 90 minut. Problem w tym, że zanim to nastąpi, pasażerów czeka rok życia w autobusach i nerwowego zerkania na zegarek.
Marta Grasegger
