To miała być rutynowa zmiana przy wykańczaniu nowego żłobka w Ostrołęce. Zamiast radosnych głosów dzieci, na korytarzach przy ul. Mazowieckiej rozległ się wycie syren i krzyk rozpaczy. Dwaj doświadczeni pracownicy, Marek F. (†68 l.) i Andrzej Ł. (67 l.), padli ofiarą niewidzialnego mordercy.
Tlenek węgla zaatakował znienacka, gdy mężczyźni pilnowali osuszania tynków. Dla jednego z nich pomoc przyszła za późno!
Dramat rozegrał się w sobotę. Gdy kierownik budowy nie mógł dodzwonić się do podwładnych, przeczuwał najgorsze. Wysłał na miejsce znajomego, który odkrył makabryczny widok. Obaj mężczyźni leżeli bezwładnie na podłodze.
Agregaty śmierci?
Śledczy nie mają złudzeń, że w budynku dymić mogły spalinowe maszyny.
W budynku przebywali dwaj pracownicy, którzy nadzorowali proces osuszania tynku położonego na ścianach. Używali do tego m.in. agregatów prądotwórczych. Śledczy zabezpieczyli urządzenia zasilane benzyną oraz kilka pojemników z cieczą
– informuje prok. Elżbieta Edyta Łukasiewicz z Ostrołęki.
Marek zmarł na miejscu, Andrzej na OIOM-ie
Marek F. nie miał żadnych szans. Gdy ratownicy wbiegli do środka, jego ciało było już zimne. Andrzej Ł. wciąż żył, ale jego stan jest krytyczny, trafił prosto na oddział intensywnej terapii, gdzie lekarze toczą teraz bój o jego życie.
68-letni mężczyzna już nie żył, drugi – w wieku 67 lat – był w stanie ciężkim i został zabrany do szpitala. Nie można wykluczyć, że przyczyną zgonu było zatrucie tlenkiem węgla
– dodaje prokuratura.
Kto zawinił?
Prokuratura Rejonowa w Ostrołęce wszczęła śledztwo w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci. Śledczy sprawdzą, czy na budowie przestrzegano zasad bezpieczeństwa i czy wentylacja działała poprawnie. Sekcja zwłok Marka F. zaplanowana na najbliższe dni ma ostatecznie potwierdzić, czy to czad odebrał mu życie.
Ewa Sztechman
