Marzysz o własnych czterech kółkach, ale egzaminator w Warszawie patrzy na Ciebie jak na bankomat? Mamy dla Ciebie sensacyjne wieści! Podczas gdy w stolicy i Radomiu zdobycie prawa jazdy graniczy z cudem, na Mazowszu są miasta, które kursanci nazywają „ziemią obiecaną”. Sprawdziliśmy brutalne statystyki: jedna trzecia z nas oblewa jeszcze przed wyjazdem na miasto! Gdzie zatem uderzyć, by uniknąć stresu i wreszcie odebrać plastik? Wyniki rankingu totalnie Cię zaskoczą!
Horror na placu manewrowym i pot spływający po plecach – tak wygląda rzeczywistość większości przyszłych kierowców na Mazowszu. Statystyki są nieubłagane: co trzeci egzamin kończy się sromotną klęską. Najgorsze jest to, że wielu kandydatów nawet nie powącha spalin na mieście, bo ich przygoda kończy się na nieszczęsnym łuku lub ruszaniu pod górkę!
Stolica oblewa, prowincja zdaje!
Jeśli chcesz zdać za pierwszym razem, omijaj Warszawę szerokim łukiem. W stolicy i Radomiu zaledwie nieco ponad jedna trzecia kursantów opuszcza ośrodek z uśmiechem na ustach. Prawdziwym rajem dla kierowców okazała się Ostrołęka – tam ponad połowa egzaminów kończy się sukcesem! Niewiele gorzej jest w Płocku, gdzie zdawalność dobija do 45 procent.
Dariusz Piątek, szef radomskiego WORD-u, nie zostawia na kursantach suchej nitki.
Połowa z tych osób nie zdaje niestety tutaj na placu, czyli nie potrafi wyjechać na łuku czy ruszyć pod górkę. Dlatego czasami te głosy, które słyszymy o tym, że ten plac jest w ogóle niepotrzebny… te zadania po prostu byłyby na mieście sprawdzane
– ucina dyrektor.
„Rączka lata” przez gołoledź i stres
Oprócz braku umiejętności, kandydatów dobija pogoda i gigantyczny stres. Obecne mrozy i gołoledź to dla młodych kierowców szkoła przetrwania, której wielu nie kończy.
Warunki atmosferyczne źle wpływały i bardzo się stresowałem, do tej pory jeszcze troszeczkę rączka lata
– wyznaje nam jeden z młodych kierowców, któremu cudem udało się okiełznać auto na śliskiej nawierzchni.
Gdzie czekać najkrócej?
Jeśli już wybierzesz miasto, musisz uzbroić się w cierpliwość. W Radomiu na ul. Suchej poczekasz dwa tygodnie. Podobnie jest w Kozienicach. Najdłuższa kolejka? W Grójcu, tam na termin trzeba czekać ponad czternaście dni.
Pamiętaj! Jeśli już uda Ci się wyjechać z placu, miej oczy dookoła głowy. Na mieście kursanci najczęściej „wykładają się” na wymuszaniu pierwszeństwa i złym włączaniu się do ruchu. Wybierz mądre miasto, opanuj nerwy i nie daj się „ustrzelić” na pierwszym skrzyżowaniu!
Ewa Sztechman
