To miało być zwykłe czwartkowe popołudnie, ale zmieniło się w sceny rodem z filmu akcji. Do referatu lokalowego wtargnął pijany i skrajnie agresywny mężczyzna, który zamiast dokumentów, przyniósł ze sobą furię. Gdy urzędnicy nie chcieli ulec jego żądaniom, furiat wpadł w szał i zaczął niszczyć wszystko, co stanęło mu na drodze. Zdemolowane biuro, rozbity stół i przerażeni pracownicy – tak wyglądał finał tej brutalnej napaści.
Czwartek, 22 stycznia, godzina 17:39. W legionowskim magistracie zawrzało. Do pokoju referatu lokalowego wszedł mężczyzna, od którego na odległość czuć było alkohol. Od pierwszej sekundy było wiadomo, że nie przyszedł tam po poradę. Napastnik miał jeden cel: natychmiast dostać klucze do miejskiego mieszkania. Gdy usłyszał, że procedur nie da się przeskoczyć, wybuchł jak bomba!
Demolka w urzędzie!
Agresor przestał panować nad sobą. W przypływie wściekłości zaczął wyżywać się na wyposażeniu biura. Z hukiem rozbił stół, na którym stało stanowisko komputerowe. Urzędnicy, bojąc się o własne życie, musieli błyskawicznie wezwać wsparcie.
Mężczyzna od samego początku zachowywał się agresywnie wobec pracowników. Próbował wymusić natychmiastową decyzję o przyznaniu lokalu
– relacjonują świadkowie.
Strażnicy ruszyli do akcji
Na szczęście ochrona i systemy alarmowe zadziałały błyskawicznie. Zanim furiat zdążył zrobić komuś krzywdę, dopadli go strażnicy miejscy. Napastnik został obezwładniony jeszcze na terenie budynku, a chwilę później w kajdankach przejęła go policja.
Włodarze Legionowa nie zamierzają odpuszczać temu barbarzyństwu. Zaraz po incydencie udali się na komendę, by złożyć oficjalne zawiadomienie. Za zniszczenie mienia i agresję wobec funkcjonariuszy publicznych, mężczyźnie grozi teraz surowa kara.
Urzędnicy na celowniku?
Ten niebezpieczny incydent pokazuje brutalną prawdę: praca w urzędzie to coraz częściej zajęcie wysokiego ryzyka. Emocje związane z przydziałem mieszkań bywają gigantyczne, ale nikt nie ma prawa sięgać po przemoc! Legionowscy urzędnicy mogą mówić o wielkim szczęściu, że tym razem ucierpiały tylko meble.
Ewa Sztechman
