Podczas gdy mieszkańcy Płocka jeszcze spali, na ulicach rozegrały się sceny, od których cierpnie skóra. Lód na jezdni i fatalne warunki zmieniły mazowieckie trasy w lodowiska śmierci. Najbardziej dramatycznie było na ulicy Maszewskiej, gdzie rozpędzona Toyota wbiła się prosto w ścianę domu jednorodzinnego
Wszystko wydarzyło się przed godziną 5:00 rano. Huk uderzenia wyrwał sąsiadów ze snu. Kierowca japońskiego auta nagle stracił panowanie nad kierownicą, wyleciał z drogi i z potworną siłą uderzył w budynek, w którym spokojnie spali ludzie.
Horror w sypialni
Wewnątrz domu znajdowały się dwie osoby. Mogą mówić o niewyobrażalnym szczęściu – choć ściany zadrżały w posadach, mieszkańcom cudem nic się nie stało. Znacznie mniej szczęścia miała ekipa z Toyoty.
– W wyniku poniesionych obrażeń kierowca oraz dwóch pasażerów auta trafiło do szpitala – relacjonują płoccy policjanci.
Tir zmiażdżony na drzewie
Ale to nie był koniec czarnej serii! Kilka kilometrów dalej, w miejscowości Psary na trasie krajowej nr 60 (Płock-Drobin), doszło do kolejnej mrożącej krew w żyłach sceny. Kierowca potężnej ciężarówki stracił panowanie nad zestawem. Wielotonowy kolos zjechał z trasy i z impetem wyrżnął w przydrożne drzewo.
Kierowca nie odniósł poważnych obrażeń i nie wymagał hospitalizacji. Był trzeźwy
– uspokaja podkomisarz Monika Jakubowska z płockiej policji.
Droga krajowa została częściowo zablokowana, a służby przez kilka godzin walczyły z usuwaniem skutków tego groźnego zdarzenia. Policja apeluje do wszystkich: zdejmijcie nogę z gazu. Dzisiejszy poranek na Mazowszu pokazał, że jedna sekunda nieuwagi na śliskiej nawierzchni wystarczy, by stracić wszystko.
Marta Grasegger
